Sierant vs Nokia E7

20 marca 2011, Marcin Sierant

Nokia E7 to najnowszy model biznesowy fińskiego producenta. Z najwyższej półki, bo otrzymał nazwę „Communicator”, zarezerwowaną dotąd dla gigantycznych, rozrywających kieszenie kombajnów. Czasy się jednak zmieniły – nie dość że telefon musi być mniejszy, to jeszcze wymagany jest dostęp do Facebooka.

Nokia E7 Communicator wygląda na pierwszy rzut oka jak nieco powiększona Nokia N8. W obu przypadkach mamy anodyzowane aluminium, charakterystyczne zaokrąglenia, ścięcia i detale. Testowana przeze mnie E7 była co prawda w kolorze „zwyczajny czarny” i w Polsce można zamówić tylko taką wersję, ale Nokia pokazywała też inne warianty kolorystyczne (w tym „świecący pomarańczowy”, taki jak w przypadku testowanej przeze mnie w październiku N8).

W obu przypadkach przeciętny użytkownik nie ma też dostępu do baterii – musi mu wystarczyć jeden akumulator, a w przypadku problemów należy się udać do Nokia Care. Bo przecież nie do dresa z pawilonu, nie z telefonem za 2400 zł.

1200 mAh spokojnie starczy. Przy umiarkowanym użytkowaniu nawet na dwie doby używania (pewnie i więcej, ale nie miałem odwagi ryzykować), ale przy korzystaniu z push e-mail, pokątnym sprawdzaniu Facebooka i jeszcze graniu w Angry Birds w środku transportu publicznego należy się liczyć z tym, że telefon do następnego dnia nie wytrzyma. A jak jeszcze dołożymy muzykę, możemy mieć problem z dotrzymaniem nawet do wieczora.

A muzyki da się słuchać – w zestawie znajdziemy słuchawki douszne z zestawem trzech gąbek. Telefon ma zaś pamięć wewnętrzną o pojemności 16 GB. I tyle – gniazda kart micro SD nie uświadczymy – najwyraźniej nie było miejsca. Miejsca nie było też dla „starego” gniazda do ładowania – Nokia E7 może być zasilana jedynie przez port micro USB. Ma za to gniazdo HDMI.

Widać wyraźnie wpływ iPhone’a. Choć Nokia niechętnie się do tego przyzna, E7 Communicator jest jednym z modeli, na który wpływ Apple był największy. I nie chodzi tylko kwestię dotykowego ekranu – tu iPhone miał wpływ na każdego producenta telefonu, od BlackBerry po Chińczyków oferujących tanie modele dual-SIM. Jeśli pamiętacie, modele Communicator należały dotąd do grupy handheld. Nawet E90, poprzedni model, był kobyłką z dwoma ekranami. Mniejszym, zewnętrznym, służącym do „codziennej” obsługi telefonu i większym, dostępnym po otwarciu urządzenia, którym sterowało się przy pomocy wielkiej klawiatury QWERTY. I była to przy tym wielka cegła, która z powodzeniem mogła być stosowana w samoobronie. I wszystkim się podobała, a wszyscy śmiali się w tamtych czasach z pierwszego iPhone, który nie dość że nie obsługiwał sieci 3G, to jeszcze nie radził sobie z MMS-ami, a w ogóle to kupić go w większości krajów świata oficjalnie się nie dało.

Czasy się jednak zmieniły. Nokia E7 dalej jest większa od iPhone’a, ale już nieznacznie. Ma też jeden, 4-calowy wyświetlacz, który można obsługiwać palcami. Nie zrezygnowano za to z klawiatury. Nie od dziś bowiem wiadomo, że wyższa kadra menedżerska – zwłaszcza starej daty – nie przepada za małymi przyciskami, a ekrany dotykowe wzbudzają raczej umiarkowany entuzjazm. I nie tylko wyższa kadra menedżerska.

Wolę bowiem o wiele bardziej pisać na klawiaturze Nokii E7 niż stukając palcami po ekranie mojego iPhone’a. W tym drugim przypadku nie trzeba być nawet za bardzo pijanym pijanym, żeby popełniać błędy. Wiecie jak to jest – jedną ręką piszemy SMS-a, drugą płacimy za podwójną latte na odtłuszczonym mleku, a klawisze są wąskie i płaskie, bo wyświetlają się jedynie na ekranie. Oczywiście w przypadku E7 nie jest zalecane pisanie jedną ręką – da się, ale jest to wybitnie niewygodne. Oczywiście zawsze można schować klawiaturę i skorzystać z klawiatury ekranowej – do wyboru orientacja pionowa i klawiatura T9 lub pozioma i ekranowe QWERTY.

Klawiatura została zaprojektowana w podobny sposób co w modelach N97 i N97 mini. Z tą różnicą, że wygląda na bardziej wytrzymałą. Przy wysuniętej klawiaturze ekran jest podniesiony pod kątem, przez co patrzenie nań jest przyjemne i wygodne. Mniej wygodne jest wtedy wciskanie czegoś na nim, ale jako zastępstwo mogą służyć strzałki i enter. Klawiatura ma jeden wiersz więcej niż w N97, przez co korzystanie z niej jest o wiele bardziej wygodne i naturalne (przy założeniu, że naturalne są klawiatury w naszych komputerach). No i duży plus dla Nokii za osobny przycisk „@”. Sam się zdziwiłem, jak często z niego korzystam.

I jeszcze jedna rzecz związana z wpływem iPhone. Nokia E7 ma dość  nowatorskie jak na tego producenta gniazdo karty SIM. Wiemy już, że nie trzeba wyjmować baterii, by wyjąć kartę, ale tym razem Finowie poszli jeszcze dalej. Kartę umieszczamy na specjalnej „szufladce”. Żadnego wciskania i zastanawiania się czy zrobiliśmy to poprawnie, czy jednak trzeba będzie ją teraz jakoś wydłubać. Lubię to, zwłaszcza w sytuacji w której wymieniałem kartę kilka razy dziennie.

Symbian^3

System nie jest moją ulubioną częścią w przypadku tego telefonu. Nie dlatego że jest zły (raczej przeciwnie), ale dlatego że po raz trzeci muszę pisać o tym samym. Nie ma bowiem zbyt wielu różnic między Symbianem z modelu N8, C7, a opisywanym właśnie E7. Nawet parametry mają takie same – procesor 680 MHz i 256 MB RAM. Wszystko wygląda tak samo – widgety, ikonki… No dobra, ikonki są nowe. W przeciwieństwie do C7, a tak samo jak w N8 nie ma przycisków ze słuchawkami…

Nawet dotykowy ekran jest bardzo podobny. Korzystałem równolegle z N8 i E7 i nie zauważyłem różnic – iPhone nadal jest lepszy, mamy kilka gestów multi-touch, ekran nie jest już tak brutalnie wciskany jak w pierwszych dotykowych Nokiach, a całość działa szybko i sprawnie (i całkiem rzadko się wysypuje). Różnicę stanowi jedynie rozmiar – E7 ma przy tej samej rozdzielczości 4 cale, nie 3,5. Trzeba jednak używać tych dwóch telefonów równocześnie, żeby ta różnica przeszkadzała. No i E7 zgodnie z deklaracjami rzeczywiście ma „lepszy” czarny kolor na ekranie.

Interfejs i typowe aplikacje powinny być generalnie znane każdemu, kto kiedykolwiek miał Nokię z Symbianem. Kalkulator, na przykład, wygląda tak samo jak w Nokii 7650 z 2002 roku. Nic więcej, nic mniej. Kalendarz również wygląda znajomo. Choć od 2002 roku zdążył wielokrotnie przejść liftnig – zasady działania są takie same, są spotkania, zadania, notatki, tylko że można je wyświetlać na głównym ekranie, synchronizować z Outlookiem oraz iCal na Macu. A raczej będzie można – w tym momencie synchronizacja jeszcze nie działa, ale wygląda na to, że to kwestia czasu.

Nie działa więc także synchronizacja książki adresowej na Macu z tą w E7. Na szczęście jednak możliwy jest transfer danych z innego telefonu Nokia. I to nie tylko kontaktów. W zasadzie można praktycznie sklonować poprzedni telefon – skopiować kontakty, wiadomości, dane kalendarza, a ostatnio także zdjęcia, filmy i inne multimedia. Bardzo przydatna sprawa, szczególnie że Nokia E7 pozwala na zapisywanie w książce adresowej nie tylko nazwiska i numeru, nie tylko adresu, trzech służbowych maili, dwóch prywatnych i jeszcze numeru telefonu zastępcy, ale umożliwia także wiązanie poszczególnych kontaktów z naszymi kontaktami na Facebooku. Nie jest to niestety zautomatyzowane i trzeba to robić ręcznie, ale jak już się przemęczymy, wysłanie takiej osobie wiadomości na Facebooku jest tak samo proste jak wysłanie maila. A kto dzisiaj używa prywatnie e-maila…

Gdyby taki ktoś jednak się znalazł, może skorzystać z wbudowanego klienta poczty, który z większością serwisów pocztowych poradzi sobie bez problemu (także z tymi polskimi), wymagając jedynie loginu i hasła. Do tego w standardzie jest obsługa Microsoft Exchange. Rzecz jasna działa push, możemy ustalać godziny synchronizacji, pobierać załączniki, dopisywać adresy do istniejących kontaktów, itd. Skrzynek możemy mieć sporo – prawdopodobnie maksymalnie 10 – a każdą skrzynkę można wyświetlać w formie osobnego widgetu na ekranie głównym.

Widgetów jest zresztą więcej. Skróty do aplikacji, ulubione kontakty, skrzynki pocztowe, RSS-y, odtwarzacz muzyczny, Facebook, Twitter, a do tego tysiące aplikacji z OVI Store. Jedyny minus jest taki, że widgety w trybie online strasznie katują baterię. O wiele bardziej niż w iPhone z włączonymi powiadomieniami push. No i widget Foursquare regularnie męczy GPS-a, więc korzystanie z niego jest raczej samobójstwem (dla baterii, rachunek nie powinien specjalnie wzrosnąć, jeżeli mamy tak z 1 GB transferu miesięcznie). Wspomniałem o Foursquare – tak, w OVI Store jest 4sq, są Angry Birds, jest cała masa gier – od Gameloftu, EA i jeszcze kilku innych producentów.

I co istotne, gry nie są jakoś bardzo drogie, a większość z nich w tej chwili wspiera rozdzielczość 720p. Na ekranie telefonu nie ma to znaczenia, ale dla osób, które lubią sobie podłączać telefon do telewizora przez złącze HDMI może już znaczyć wiele. Nie jestem do końca przekonany do innego zastosowania gniazda HDMI – odtwarzania prezentacji PowerPointa. Nokia E7 ma zainstalowany pakiet QuickOffice z pełną licencją, umożliwiającą nie tylko odczytywanie, ale także edycję dokumentów, arkuszy kalkulacyjnych oraz prezentacji, jednak – jak to w przypadku telefonu – możliwości w tym zakresie zbyt bogate nie są.

Oprócz poczty, organizera i pakietu QuickOffice znajdziemy jeszcze słownik, dyktafon, aplikację do otwierania plików ZIP, a jeśli kupimy telefon w oficjalnym kanale dystrybucji, otrzymamy aplikację World Traveller z półroczną licencją umożliwiającą korzystanie z kilkuset zabezpieczonych sieci WiFi na całym świecie. A oprócz tego prognozy pogody, konwertery, rozkłady lotów… w OVI Store, rzecz jasna, znajdziemy tego wszystkiego jeszcze więcej.

W standardzie jest za to nawigacja GPS. Nie tylko mapy (które możemy zapisywać w pamięci telefonu, a nawet wgrywać z poziomu komputera – nie musimy ciągle łączyć się z siecią), ale także nawigacja. Piesza i samochodowa. Rzecz jasna nie jest to najlepsza aplikacja do nawigacji jaką można sobie wymarzyć, ale ma w miarę aktualne polskie mapy, rozbudowaną bazę punktów, kompas, no i, co powtórzę raz jeszcze, nie kosztuje nic.

Dodatkowo we współpracy z serwisem coigdzie.pl powstała całkiem niezła aplikacja z przewodnikami po restauracjach, repertuarami kin i innymi atrakcjami z zakresu rozrywki. Wykorzystywany jest przy tym, rzecz jasna, GPS, nasza pozycja, ale także przewodniki Michelin oraz Lonely Planet. To jeden z lepszych pomysłów, które są raczej pomijane w ogniu krytyki Nokii – wszyscy zapominają, że Finowie kładą duży nacisk na lokalizowanie swoich telefonów i dostosowywanie ich do potrzeb konkretnych rynków.

Nie kładą za to nacisku na aktualizację przeglądarki. Ta od czasów Nokii N97 zmieniła się nieznacznie i – niestety – mimo że sam telefon jest szybki, ona jest dość wolna, potrafi się zawiesić i sprawiać inne problemy. Choć fakt, część z nich wywołuje obecność Flasha na pokładzie (na szczęście da się go, a także m. in. wyświetlanie obrazków, wyłączyć).

Multimedia

Wspominałem wcześniej o gnieździe HDMI. Można je zastosować jeszcze w inny sposób. Nokia E7 odtwarza „fabrycznie” pliki DivX. A oprócz tego MP4 i jeszcze kilka innych popularnych formatów. Telefon nie posiada co prawda gniazda kart pamięci, ale za to posiada gniazdo micro USB. W pudełku zaś znajdziemy odpowiedni kabelek, który umożliwi podłączenie innego urządzenia do telefonu – generalnie chodzi o pamięć flash (dysku zewnętrznego to coś raczej nie uciągnie, innego telefonu też nie). Jeśli się więc uprzemy, Nokia E7 może być odtwarzaczem DivX-ów, obsługującym rozdzielczość do 720p. Albo przynajmniej będziemy mogli pokazać na rodzinnym obiadku filmiki nagrane przy użyciu wbudowanej kamery – także w rozdzielczości 720p.

Filmy filmami, ale zdjęć krewnym raczej nie pokażemy. Aparat to najsłabsza strona tego urządzenia. Jest dokładnie taki sam jak w Nokii C7. Niby ma 8-megapikselową matrycę, ale pozostaje pytanie – po jaką cholerę aż tyle. Rozmiar zdjęcia nie ma najmniejszego znaczenia, jeżeli nie jesteśmy w stanie złapać ostrości. Zamiast normalnego autofocusa zastosowano tu coś co nazwano „fixed focus”. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale generalnie nie działa. Zdjęcia mają sens jeśli wykonujemy je z dużej odległości. Trybu makro nie ma, więc nie zrobimy zdjęć iPhone’owi 4, którego sprzedajemy właśnie na Allegro bo wolimy E7, dzieciom na wakacjach by pokazać teściom, ani – co najważniejsze – dokumentom, których treść chcemy przekazać poza biuro. Może o to chodziło – Nokia E7 nie nadaje się w żaden sposób do szpiegostwa przemysłowego.

Podobno to dlatego, że w ten telefon tak wiele podzespołów, że na moduł aparatu z autofocusem miejsca już nie starczyło. Osobiście wolałbym zamiast 8 megapikseli mieć tu „tylko” 5, ale za to właśnie z autofocusem. No, ale za Nokią ciągnie się ta „klątwa” 5 megapikseli. Wiecie o czym mówię – od prezentacji Nokii N95 w 2006 roku do premiery Nokii N8 w 2010 roku granica ta była w zasadzie nienaruszona. W zasadzie, bo w 2009 roku pojawił się jeden model z większą matrycą, ale nie zdołał on podbić świata (a większość pewnie o jego istnieniu nawet nie wie). Generalnie dla normalnego użytkownika różnicy między 8 a 5 nie ma, ale wiadomo jak to jest z tymi liczbami…

Z jakiegoś powodu zgubiłem filmik nagrany tym telefonem. Film był w rozdzielczości 720p i wyglądał naprawdę porządnie. Lepiej niż niektóre zdjęcia.

Za to, na pocieszenie, możemy sobie posłuchać cyfrowego radia (z RDS) lub posłuchać empetrójek. Mamy 16 GB, niezły odtwarzacz z playlistami (i automatycznymi playlistami), Nokia ma całkiem niezły sklep z muzyką, a w zestawie są nawet niezłe słuchawki. Rzecz jasna jakość dźwięku nie jest niesamowita – jest dobra i to w zupełności wystarczy.

Sierant vs Nokia E7

Nienawidzę aparatu w tym telefonie. Sam należę do osób, które dość często używają tej funkcji i często też fotografują małe obiekty, a nawet jeśli duże, to z bliska. Z tego powodu nie byłbym z Nokii E7 w pełni zadowolony. Jednak poza tymi nieszczęsnymi zdjęciami, jest to całkiem porządny smartphone. Z dobrym organizerem, aplikacją do obsługi poczty, nawigacją GPS i jeszcze sklepem z aplikacjami, który daje dość duże możliwości. Nokia ma wieloletnie doświadczenie w tworzeniu rozwiązań dla biznesu i wciąż potrafi z niego korzystać.

System jest niezły – szybki i stabilny. Klawiatura wygodna, wsparcie producenta duże (i w przeciwieństwie do większości obejmuje Macintoshe, bez konieczności stosowania rozwiązań nieoficjalnych), a i Symbian wzbudza większe zaufanie niż Android. Nawet jeśli Google deklaruje, że nic złego z tymi danymi nie robi, to kto im tam wierzy.

Ponadto to telefon przygotowany w 100% na polski rynek (przy założeniu że kupujemy go w Polsce), bez żadnych niespodzianek, niedziałających funkcji, itd. Dla posiadaczy  (lub fanów, w końcu od dawna nie było nowego), Communicatorów jest to absolutny must-have. Pozostali powinni tą propozycję poważnie rozważyć. Zwłaszcza że klawiatura jest naprawdę rewelacyjna.

Tekst i zdjęcia – Marcin Sierant. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz przedrukowywanie zabronione.

Marcin Sierant, 20 marca 2011, 10:25 / Polecamy, Technologie / Tagi:

1 Odpowiedź do “Sierant vs Nokia E7”


Dodaj Komentarz

Connect with Facebook