Koniec spekulacji, domysłów i nadziei. Foodcare poinformowało dziś oficjalnie o zakupie marki Frugo. I zamiarze ponownego wprowadzenia jej na rynek, rzecz jasna.

Foodcare kupiło wszystko – tj. prawa do nazwy produktu, jego logotypu, domen internetowych, sloganu reklamowego, butelki, kapsla i – co najważniejsze – receptury napoju.
Nowy właściciel marki obiecuje, że receptury zmieniać nie będzie - ”właściciele marki mogą się zmieniać, Frugo nigdy!”. Możemy się za to spodziewać dużej kampanii związanej z powrotem marki. Marki, która ma w założeniach trafiać do ludzi w wieku 14-28 lat – czyli do nas. Na pewno na starcie trafi, bo zadziała efekt nowości połączony z nostalgią, ale co potem – zobaczymy.
Zobaczymy też, jak zadziała strona „Frugo, wróć” na Facebooku, którą lubi ponad 50 tysięcy internautów. To trochę większy wysiłek niż protest w internecie – trzeba się jeszcze ruszyć do sklepu na zakupy.
Prezes Foodcare przyznaje, że spółka zamierza też wykorzystać fakt, że Frugo nie jest tż taką trucizną jak inne napoje popularne w grupie docelowej. „Młodzi konsumenci nie potrzebują tauryny i kofeiny. Mają wystarczająco dużo własnej energii i siły. Oryginalna butelka Frugo będzie ich idealnym dopełnieniem.” – mówi. Ciekawie to brzmi w kontekście ostatnich przepychanek Foodcare z Dariuszem Michalczewskim – może za kilka miesięcy skutecznie zapomnimy o sporze wokół Tigera…
Na razie wiemy jednak tylko tyle, że Foodcare kupiło cały pakiet, który niedawno sprzedawała firma Aflofarm – po nieudanym pomyśle na Frugo, który zaistniał po zakupie marki w 2009 roku od syndyka upadłościowego, który sprzedawał majątek spółki Krynica Zdrój, która upadła jakiś czas temu, a w 2002 kupiła Frugo od Alimy Gerber.
Frugo po dużym sukcesie pod koniec lat 90. zaczęło na początku ubiegłej dekady tracić udziały w rynku, a potem było już tylko coraz gorzej. Czy teraz się uda – naprawdę nie wiadomo. Przede wszystkim nie wiadomo kiedy Frugo miałoby się pojawić w sklepach i w jakiej cenie. A poza tym, żeby nie szukać daleko, sprawa TVN Warszawa pokazuje doskonale relacje między miłością internautów do likwidowanych/już martwych marek, a opłacalnością interesu.







Bardzo dobra inwestycja, teraz tylko przemyślana akcja marketingowa i zysk gwarantowany.
ale co to za brzydka etykieta i kapsel ?