Nienawidzę Cię, poczto uczelniana

10 stycznia 2011, Marcin Sierant

Poczta uczelniana zalicza się do tej grupy wynalazków, które w założeniach miały ludzkości pomóc, wszystko uprościć, ale w praktyce okazało się, że jest z tego więcej szkody niż pożytku.

Na początku wydaje się, że to całkiem fajna sprawa. Własny e-mail w domenie @student.uw.edu.pl – to brzmi pięknie, zalatuje trochę amerykańską uczelnią z Ivy League, a do tego może być przydatne. Świetne rozwiązanie – zrobię sobie przekierowanie na prywatną skrzynkę pocztową, będzie mi jeszcze łatwiej.

I jest przydatne. Studiując na jednym otrzymywałem dużo e-maili związanych z organizacją pracy. Prowadzący zajęcia wysyłają informację o planowanych nieobecnościach, wynikach kartkówek, kolokwium i różne inne przydatne maile. Do tego w każdej grupie znajduje się przynajmniej jedna dobra duszyczka, która udostępnia potrzebne na następne zajęcia materiały. A bardzo miły prowadzący ćwiczenia poinformuje o trzech terminach popraw jeszcze w pierwszym terminie sesji, żebyśmy nie mieli czerwonych ocen w USOS-ie – świetnie. Gdzieniegdzie pojawiały się pytania od kolegów z grupy o różne terminy, zadane prace domowe i tym podobne sprawy. No tak, ale przecież to koledzy, a do tego tydzień temu też miałem problem.

Ale potem postanowiłem się przenieść na inny wydział. I dopiero wtedy poznałem prawdziwą naturę uczelnianej poczty.

Zaczęło się od e-maila od Szkoły Języków Obcych z informacją o skasowaniu grupy do której się zapisałem. Wszystko fajnie, bardzo przydatna informacja, ale otrzymałem ją dokładnie 23 minuty przed rozpoczęciem pierwszych zajęć. I gdyby nie to, że jestem gadżeciarzem i korzystam z tych wszystkich wynalazków typu push e-mail, spotkałaby mnie dość przykra niespodzianka. No, ale z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku.

Na kolejnej grupie z języka do której się zapisałem też istnieje dobra duszyczka, która wysyła przydatne materiały i której jestem wdzięczny, to prawda. Ale na tym koniec. Pozostałe e-maile? Koledzy z innych przedmiotów byli akurat ostatnio nie obecni i chcieliby się dowiedzieć, co trzeba było przeczytać. Norma. Ale na tym też nie koniec.

Pan student z innej grupy, z którą nie mam nic wspólnego bo nawet prowadzącego mam innego nie mógł znaleźć informacji o dyżurze swojego ćwiczeniowca, więc wysłał maila do jakichś 30o bogu ducha winnych osób. Frustrujące? Z początku tak, ale potem okazało się, że to i tak mały problem.

Przeszkodą nie do pokonania były bowiem internetowe szkolenia z Technologii Informacyjnej oraz Podstaw Ochrony Własności Intelektualnej. Przyznaję, serwisy internetowe Uniwersytetu Warszawskiego nie należą do łatwych w obsłudze i sam często nie mogę się w tym połapać, ale nie przyszło mi do głowy, by pytać o to 1400 osób z całego rocznika. Kilkunastu osobom przyszło to jednak do g łowy.

A to nie koniec. Przedsiębiorczy pan student musiał przeczytać ilość odbiorców w stopce maila i stwierdzić, że to świetna baza mailingowa do wysłania ogłoszenia o poszukiwaniu lokatora. Więc wysłał ogłoszenie, życząc na końcu powodzenia na sesji. Spierdalaj, stary, moja sesja to mój biznes i nie interesuje mnie to, że Twój kolega kończy staż w ministerstwie i przestanie się dokładać do czynszu i opłat za media. Pierwszy taki mail zachęcił drugiego pana studenta, który szukał współlokatorki dla swojej koleżanki. 3 minuty od stacji metra Służew. No jak 20 lat pracuję w branży to w życiu takiej okazji nie widziałem.

Kolejny pan student nie wytrzymał. Najwyraźniej był jeszcze bardziej wkurwiony niż ja, bo napisał maila do tej samej grupy odbiorców, uprzejmie prosząc o zaprzestanie wyżej wymienionych praktyk. No, może zabrakło tego „uprzejmie”, ale napracował się, bo wymienił z imienia i nazwiska wszystkich adresatów swojego apelu.

Myślicie że to podziała? Optymiści. 3 godziny później 1354 osoby dostały pytanie o konieczność wpisywania do karty egzaminacyjnej szkoleń z TI i POWI.

Nienawidzę Cię, poczto uczelniana. Nienawidzę Cię bardziej niż dziekanatu. A to już jest naprawdę coś.

PS. Najgorsze jest to, że autorzy takich maili raczej zaliczą Technologię Informacyjną. A powinni uwalić, należy im się.

Marcin Sierant, 10 stycznia 2011, 10:52 / Kolumna, Marudzenie / Tagi: , ,

5 Odpowiedzi do “Nienawidzę Cię, poczto uczelniana”


  • o cholera! w tym momencie nie żałuję, że mój uniwerek taki zacofany i nie daje studentom takich spam-możliwości.

  • Najbardziej z tego wszystkiego wkurwiający są ludzie, którzy wysyłają pytania o to, co mają zrobić na swoje ćwiczenia do wszystkich z roku, a nie do grupy ćwiczeniowej. Albo ludzie którzy wysyłają do wszystkich maile w stylu: „wie ktoś co trzeba zrobić na następne ćwiczenia?” i nie piszą nawet jakie, u kogo, która grupa. Poważnie, żyję w tym momencie nadzieją, że część tych osób odpadnie po pierwszym roku, bo jak ktoś nie potrafi sobie sam poradzić ze znalezieniem odpowiedzi na pytanie w stylu „co obowiązuje na egzamin z przedmiotu X” to nie wróżę mu świetlanej przyszłości.

  • Nie narzekajcie na pocztę tylko na ludzi. Jak sam stwierdziłeś: „Ale potem postanowiłem się przenieść na inny wydział. I dopiero wtedy poznałem prawdziwą naturę uczelnianej poczty.” Ja powiedziałbym, że poznałeś inną mentalność. Sorry za porównanie, ale każda broń sama w sobie też nie jest zła, dopiero w rękach debila staje się groźna.
    Podążając Twoim tokiem myślenia Internet byłby niedostępny – w końcu tam tyle przemocy, głupoty i gwałtu.
    Rozumiem, że najbardziej denerwuje Cię opcja USOSa pt. „wyślij wiadomość do studentów tej grupy” (i to jest chyba temat przewodni, a nie nienawiść do samego systemu). Po raz kolejny: jak sam stwierdzasz jest ona niesamowicie przydatna (dla wykladowcow czy dobrych duszyczek roznoszących przydatne informacje). Pomstować można zatem tylko na głupotę tych, którzy z takiego dobrodziejstwa korzystają w niewłaściwy sposób.

    BTW. Na mojej skrzynce wiadomości w stylu: „pokoj” stanowią 0,05% ;-)

    Pozdr.

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook