Amerykanie nie potrafią się bawić

19 stycznia 2011, Marcin Sierant

Pamiętacie serial „Skins”? 27 stycznia ma się pojawić piąty sezon, ale teraz Amerykanie mogą oglądać na MTV swoją własną wersję. I wiecie co? Nawet nie próbujcie tego oglądać.

„Skins” w wersji z USA to powrót do korzeni. Jest Tony, jest Michelle, jest Chris. I tyle – Sid stał się Stanleyem, Anwar – Abbudem, zamiast Jalander mamy Daisy, a homoseksualistę Maxxiego zastąpiono dziewczyną o imieniu Tea. Zamiast tancerza-geja mamy czirliderkę-lesbijkę.

Oczywiście inni są także aktorzy. Nie uświadczymy Deva Pattela, który po „Skins” stał się sławny dzięki „Slumdogowi”. Nicholas Hoult? Zapomnijcie – Tony’ego gra trochę szerszy w barach aktor, który wyraźnie wie co to znaczy zwiększyć masę, a potem jeszcze ją wyrzeźbić. Ale słuch muzyczny i odpowiedni głos ma, żeby nie było. Kaya Scodelario jako Effy? Zapomnijcie. Bohaterka nazywa się Eura i nie ma ze swoim brytyjskim pierwowzorem nic wspólnego. Poza tym, że jest młodsza od Tony’ego, który kryje ją gdy ta wraca w tygodniu z imprezy.

Tak wygląda amerykańska wersja Effy

Brzmi znajomo? Nic dziwnego. Pierwszy odcinek amerykańskiego serialu „Skins” jest kalką brytyjskiego. Nie jest to wierna kopia, między innymi dlatego, że dokonano pewnych roszad w kwestii bohaterów, ale rys fabularny jest ten sam. Pierwszy odcinek poświęcony jest Tony’emu, którego poznajemy gdy wstaje rano z łóżka, kryje siostrę, już od świtu wkurwia ojca, a jeszcze na dodatek kombinuje, jakby tu odebrać swojemu przyjacielowi Sidneyowi prawictwo. W tym celu w drodze do szkoły obdzwania znajomych, wielokrotnie nazywa swoją dziewczynę Michelle „nipples”. Nawet telefon ma podobny – jakąś Motorolę z klapką.

A tak amerykańska Effy wraca do domu

Podobno mimo początkowych podobieństw amerykański serial ma podążać inną drogą. Cóż, w pierwszym odcinku wyszło to połowicznie. Już widać, że kilka wątków z brytyjskiego serialu wypadnie, ale widać też jeszcze jedną rzecz. Może i bohaterowie serialu (głównie bohaterki) chodzę w wyzywających ciuchach. Może i Chris rozbiera się do bokserek na imprezie. Może i wszyscy palą trawkę i piją alkohol, ale nie liczcie na to, że zobaczycie chociaż kawałek tyłka i tym podobne klimaty znane z brytyjskiej wersji. Nie ma. I język też jakoś tak mniej ostry. Powód jest prozaiczny –  MTV nie chce emitować tego serialu późnym wieczorem i jednocześnie wolałoby uniknąć tłumów rozwścieczonych matron stojących z widłami przed siedzibą stacji.

Nawet kołdra była w Wielkiej Brytanii fajniejsza

Amerykanie dostali taką wersję „Skins” na jaką zasłużyli. Jest kilka smaczków, mrugnięć okiem w kierunku widza, ale generalnie jest grzecznie i nudno. Nudno, bo wtórnie. No, ale to nie pierwszy taki przypadek, tyle tylko że „Vanila Sky” to nie jest. „Skins” zza oceanu są jak ten wkurwiający kolega, który chce być fajny, więc pokazuje jakim to on jest palaczem, pijakiem i że ogólnie to często dupczy, ale tak naprawdę sam jest głupim dupkiem. Po rzucie okiem na kampanię reklamową i teksty stylizowane na opinie internautów w stylu „I hate this show already” dodatkowo utwierdzam się w tym przekonaniu.

I niech sobie tą swoją wersję mają, ale niech trzymają się z dala od Europy. Jeśli zobaczę w polskim MTV „Skins” z USA, sam wybiorę się z widłami pod czyjąś siedzibę.

A 27 stycznia w Wielkiej Brytanii kolejna rewolucja – co dwa sezony zmienia się bohaterów, a nadchodząca seria będzie piątą…

Marcin Sierant, 19 stycznia 2011, 12:38 / (Pop)kultura, Polecamy / Tagi: , , ,

3 Odpowiedzi do “Amerykanie nie potrafią się bawić”


Dodaj Komentarz

Connect with Facebook