25 grudnia 2010 fani Gorillaz otrzymają prezent gwiazdkowy – duet potwierdził oficjalnie, że tego dnia w sieci pojawi się oficjalny dowód autorstwa Damona Albarna na to, że iPad nie służy jedynie do czytania „Wired”, „GQ” czy „Wysokich Obcasów” w toalecie.
Fani już teraz mogą korzystać z kalendarza adwentowego Gorillaz – na stronie internetowej zespołu codziennie pojawiają się nowe materiały. 24 grudnia ma się pojawić klip promujący jeden z utworów z nadchodzącego utworu, zaś 25 grudnia, w Boże Narodzenie – cały album, do pobrania za darmo (czy do końca za darmo nie jestem pewien, bo Gorillaz twierdzi że tak, ich strona twierdzi że tylko dla zarejestrowanych i opłaconych użytkowników, ale wiecie jak jest – nawet jeśli, to Internet nie znosi, gdy coś nie jest dostępne za darmo).
Najciekawsze w tym albumie jest jednak to, że w całości powstał na iPadzie. I znowu – nie wiem dokładnie co to znaczy i być może w użyciu były jakieś akcesoria podpięte do gniazda dock connector, ale deklaracja stanowi, że jest to album „iPad-made”. Jakby tego było mało, premiera najnowszego wydawnictwa Gorillaz została przyspieszona – pierwotnie miało się ono pojawić na początku 2011 roku, jak powiedział Damon Albarn australijskiemu magazynowi Perth Now, zależało mu na wydaniu albumu tuż po zakończeniu trasy koncertowej, żeby nikomu nie przyszło do głowy, że coś przy nim później majstrował.
I właśnie – nowy album Gorillaz to nie tylko prztyczek w nos przeciwnikom iPada, ale także branży muzycznej jako takiej – wszystkie utwory powstały w ciągu około miesiąca w czasie amerykańskiej trasy koncertowej. W chwilach gdy akurat nie występował na scenie, Albarn siadał z iPadem i tworzył. Bez wcześniejszego przygotowania, bez żadnego komponowania, a tym bardziej bez zamykania się w domu na pół roku i szurania nosem w poszukiwaniu inspiracji czy rocznej wycieczki do Nepalu w tym samym celu, jak to robią niektórzy. Oczywiście, pozostaje pytanie czy to nadal muzyka (z jakiegoś powodu jestem niekoniecznie zainteresowany moimi eksperymentami w Garage Band), z drugiej jednak strony prawdziwy artysta może ją tworzyć na czymkolwiek (pozdrawiam pana od krzeseł spod Metra Centrum).
A czy jest to muzyka i czy zostało wydane w jakości wyższej niż 128 kbps przekonamy się za nieco ponad dwa tygodnie.







0 Odpowiedzi do “Gorillaz na iPadzie”