Uliczne chamstwo

08 listopada 2010, Konrad Kwiatkowski

Każdemu czytającemu nagłówek tego wpisu zapewne pojawił się w głowie jakiś solidnie zobrazowany przykład. Nie ma co się dziwić, przejawów chamstwa może być chyba nieskończenie wiele i na pewno nie sposób opisać wszystkich aspektów tego zjawiska naraz. Można jednak skupić się na jakimś jego maluczkim wycinku, jakim zdecydowanie jest wszechobecne chamstwo na drogach.

Nie zamierzam się tutaj w jakikolwiek sposób wybielać, nie będę zaprzeczał że nigdy nie parkowałem na miejscu dla niepełnosprawnych, że nigdy nie jechałem pod prąd czy wreszcie że nigdy nie zajeżdżałem komuś drogi. Nie chodzi tu bowiem o pojedyncze przypadki, tylko o rzeczywistą szkodliwość społeczną takiego czynu, tendencje i sposób w jaki człowiek się do tego później ustosunkowywuje…

1. Parkowanie na wyznaczonych miejscach.

Za coś takiego to człowiek ma ochotę tego drugiego co najmniej za jaja powiesić, a jak nie to chociaż furę zarysować by się przydało. Wyobraźcie sobie że szukacie miejsca w wiecznie zatłoczonej Galerii Mokotów, wypatrujecie zielonych lampek niczym Gwiazdy Betlejemskiej, a kiedy już takową znajdziecie to okazuje się że się nie zmieścicie. A wszystko dlatego że jakiś jełop zajął całe dwa miejsca. Można dostać szału, przyznaję. Zwłaszcza że to wcale nie kosztuje tak wiele, wycofać, wyrównać i zaparkować między wytyczonymi liniami. Paradoksalnie może okazać się że ocalimy nie tylko czyjś czas ale także i swój, zdarza się bowiem i tak że na szybie pojawiają się tego typu naklejki (o ile oczywiście szyba pozostanie na miejscu).

2. Parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych.

Z tym serio nie ma żartów, całkowicie podpisuję się pod kampanią ostrzegającą przed parkowaniem na miejscach dla niepełnosprawnych. Jej hasło przewodnie brzmiało Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu i dawała do myślenia. Zresztą pisałem już na ten temat, więc nie ma co się powtarzać.

No ok, każdemu może się zdarzyć że musi zatrzymać się dosłownie na te trzy minuty i niekoniecznie ma czas aby szukać miejsca przez kolejnych piętnaście. Ale przecież nie mówię tu o takich przypadkach.

3. Buspas.

Tutaj zdania są dość mocno podzielone i dziwnym trafem pokrywają się one z podziałem na kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej. Miasto stawia na ratowanie zatłoczonych ulic, buduje parking Park and Ride i tworzy buspasy… coraz więcej i więcej buspasów (efektem czego jest zarówno poranna i popołudniowa kurwica kierowców samochodów jak i ten dumny wzrok pasażerów ZTM). Oczywiście każdy powie że nic się nie stanie jak tylko on jeden sobie śmignie za taryfą. W rzeczywistości gdyby każdy tak myślał, buspasy utraciłyby rację bytu. A zatem kwestia zakwalifikowania jeżdżenia buspasem do chamstwa bądź przebiegłości pozostaje nierozstrzygnięta. Dla mnie buspas pozostanie taką dodatkową przestrzenią do wykorzystania w sytuacji awaryjnej. Pozostaje tylko pytanie jak bardzo długim i szerokim pojęciem jest „sytuacja awaryjna”…

4. Wymuszenie pierwszeństwa / ustąpienie miejsca.

To już jest moi mili temat-rzeka. Z jednej strony kiedy biedny człowieczyna stoi już piątą minutę na kończącym się pasie i nikt nie chce go wpuścić, albo bezskutecznie stara się wyjechać z leśnej dróżki na szeroką dwupasmówkę wtedy możemy mówić o chamstwie Panów i Władców na drodze nadrzędnej.

Z zupełnie inną sytuacją mamy do czynienia w momencie kiedy wszyscy użytkownicy szosy stoją pięknie jak Bóg przykazał w korku prowadzącym na most, a my z otwartymi szybami podjeżdżamy na sam jego koniec i podkręcając obroty naszego V8 tak że bania mała wciskamy się przed pierwszego w kolejce (zazwyczaj w tym momencie towarzyszy nam jakiś klasyk w stylu Numb Encore który dodatkowo sprawia że powtarzamy zgodnie za Jay’em Z: I’m in Boeing jets, Global Express Out of the country but the Blueberry still connect i zarazem czujemy się jak w Miami Vice).

Tutaj chyba wszystko jest jasne, chamstwem mogą wykazać się obie strony. Pozostaje nam tylko rozliczenie z własnym sumieniem. Oczywiście całe to zdroworozsądkowe rozważanie pójdzie się je… w odstawkę, przy pierwszej lepszej okazji kiedy nasza poranna irytacja spotka na swojej drodze jednego z tych kozaków którzy zajeżdżając nam drogę będą chcieli się przed nas wcisnąć. W naszej głowie rodzą się wówczas komentarze odnoszące się do miejsca zamieszkania wcześniej wspomnianego dżentelmena (szczególnie jeśli ma tablice rejestracyjne zaczynające się od liter o których istnieniu nigdy wcześniej nie słyszeliśmy), albo wręcz groźby (no dotknij mnie a inaczej będziemy sobie rozmawiać). Jak dojdzie to kolizji, to dopiero będzie draka. A wówczas jaki korek uda nam się stworzyć…

W tym momencie chciałbym się się na chwile zatrzymać, gdyż jest to moim zdaniem największy objaw chamstwa na drodze. Mianowicie wyobraźcie sobie że jedziecie  Trasą Siekierkowską o godzinie 7:30 rano w Poniedziałek. Macie pecha bo wjeżdżacie komuś w dupsko. W tym momencie powiem Wam czego nie róbcie, bo normalnie za którymś razem Was zatłukę. Nie płaczecie nad tymi dwoma rysami i lekkim wgnieceniem na błotniku stojąc na środkowym pasie, nie dzwonicie na policję ani nie kłócicie się o to kto ma rację; nie, nie, nie! Jedziecie do najbliższej zatoczki, tam grzecznie przyznajecie się do winy i piszecie oświadczenie. Nie dość że oszczędzicie sobie punktów karnych to jeszcze zrobicie przysługę wszystkim innym kierowcom korzystającym z tej oto trasy. Od tak po prostu, lepsza pełna przepustowość niż jej 2/3. I przy okazji dobry uczynek na Waszym koncie.

5. Parkowanie na zakazie.

Tutaj konkretne miejsce na którym zostawiamy samochód implikuje nam zakwalifikowanie tego faktu jako chamstwo bądź nie. Generalnie wyznaję zasadę że jeśli nie utrudnię nikomu życia, ani nie zakłócę koncepcji zagospodarowania przestrzeni (wszelkie trawniki, ronda, pomniki) to takie zachowanie chamstwem nie jest. Buractwo zaczyna się w momencie kiedy celowo zostawię Bentleya w bramie wjazdowej i jeszcze poproszę kelnerkę żeby mi ustawiła stolik i krzesło tak żebym mógł łokciem opierać się o karoserię…

Można byłoby tak wymieniać i wymieniać, prawda jest taka że chamstwo na drogach jest czymś nieuniknionym, a przykładów takich zachowań jest całe multum… Myślisz że jak obryzgujesz przechodniów kałużą to jesteś spoko? No dobra, raz mi się zdarzyło ale to była zemsta na kilku harpaganach za ich wszystkie komentarze na temat średnicy nogawek w moich spodniach.

Pamiętajcie też że chamstwo na drodze może mieć dla Was negatywne konsekwencje. Widziałem kiedyś nagranie z kaset monitoringu na którym widać bodajże Skodę Octavię, a obok niej starego Opla Calibrę z którego to przez okno wychylił się kawał chłopa i przez dobrą minutę biedną Skodę okładał bejsbolem…

Konrad Kwiatkowski, 08 listopada 2010, 9:13 / Marudzenie, Polecamy / Tagi: ,

0 Odpowiedzi do “Uliczne chamstwo”


  • Brak Komentarzy

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook