Nike+ iPod: nano czy nano?

07 listopada 2010, Marcin Sierant

Listopad to kiepski moment na zachęcanie do biegania, wiem o tym. Z drugiej strony, jeśli tylko temperatura jest powyżej zera, a poniżej 30 stopni o godzinie 23.00, nie ma burzy, natężenie deszczu jest niższe niż „nawałnica”, a widoczność przekracza 100 metrów, da się biegać, a twierdzenie że jest inaczej jest zwykłym objawem prokrastynacji. A poza tym, mamy póki co darmowy dostęp do archiwum i zawsze będzie można przypomnieć ten tekst w marcu.

W zasadzie miałem to napisać już w czerwcu i napisałem nawet pierwsze 1000 słów. Wiecie jednak jak jest z tą prokrastynacją – po prostu musiałem poczekać do listopada, nowego iPoda nano i możliwości oceny, z czym biega się lepiej – z „klasycznym” iPodem nano, czy też z najnowszym. Mówiąc „klasyczny” mam na myśli nano generacji 1-5, bowiem Nike+iPod nie jest najnowszym wynalazkiem – na rynku pojawiło się w początkowych miesiącach 2006 roku i kompatybilny z nim jest każdy wyprodukowany dotąd iPod nano.

A także, od zeszłego roku, iPod touch 3. i 4. generacji, iPhone 3GS i iPhone 4. Posiadacze dwóch ostatnich urządzeń mogą skorzystać także z aplikacji Nike+ GPS, która nie wymaga kupowania zestawu. Nie jestem jednak zwolennikiem biegania z iPhone, czy touch’em – widziałem w moim życiu zbyt wiele rozbitych ekranów w telefonach Apple, żeby odważyć się na coś takiego.

Nie jestem też zwolennikiem Nike+ Sportband – opaska na rękę to rozwiązanie dla kogoś, kto ma już swój odtwarzacz muzyczny, ale nie działa w nim Nike+ lub nie lubi z nim biegać – opaska pozwala na korzystanie z serwisu internetowego, ale z oczywistych względów niemożliwe jest tu korzystanie z zalet biegania z iPodem.

Jedyna wada Nike+ to cena. Zestaw dla iPoda nano kosztuje ok. 100 złotych. W jego skład wchodzi czujnik do buta oraz odbiornik podpinany do odtwarzacza. Posiadacze iPhone’a i touch’a mogą kupić sam czujnik, bo odbiornik mają już wbudowany (Bluetooth jest jak widać bardzo uniwersalną technologią). Sam czujnik również kosztuje ok. 100 złotych i trzeba go wymieniać co 1000 godzin używania. Czyli w przypadku większości użytkowników co kilka lat. Zestaw Nike+ Sportband kosztuje od 200 złotych w górę. Wszystko zależy od sklepu, a czasem także od tego czy ładnie się uśmiechniemy do kasjerki.

Pozostaje jeszcze kwestia butów. Generalnie da się biegać w butach firm innych niż Nike. Pytanie brzmi jedynie: po co? Wszystko zależy od tego, czy jesteśmy w stanie umieścić czujnik w sposób dla nas i naszych stóp wygodny. Jeśli tak, a ponadto dopiero zaczynamy, inwestycję w buty można odłożyć w czasie. Najwyżej będziemy mieli trochę przekłamane wyniki. Na granicy błędu statystycznego, co zdarza się także w dedykowanych butach Nike. Potem jednak okaże się, że wydatek od 200 do 500 złotych na buty ze specjalną wanienką w środku jednego jest konieczny.

Mając zestaw możemy korzystać z jego zalet. Podstawową jest możliwość liczenia odległości, a także czasu, spalanych kalorii (to najbardziej przekłamana informacja). Wszystko przy akompaniamencie naszej ulubionej muzyki. iPod wyświetli nam także historię naszej aktywności, pokaże nasze rekordy, ilość łącznie przebiegniętych kilometrów oraz spalonych kalorii, wykres pokazujący nasze tempo i podobne statystyki.

Możemy też ustawiać sobie cele – możemy biegać bez ograniczeń, przez określony czas, pokonać ustalony dystans, lub spalać odpowiednią liczbę kalorii. Oczywiście, możemy też biegać do konkretnej muzyki, zmieniać ją w trakcie treningu, a cały czas będzie nam towarzyszyć lektor, informujący lub informująca o naszych obecnych postępach, a także, na określonych zasadach, o przebiegniętym dystansie, spędzonym czasie, itd. Dowiemy się też o osiągnięciu celu, a w przypadku pobicia naszego własnego rekordu poinformuje nas o tym Lance Armstrong lub Joan Benoit Samuelson. A, jest jeszcze PowerSong – wybrany przez nas utwór, który uruchamiamy w prosty sposób kiedy potrzebujemy dodatkowego kopa, np. na finiszu.

Strona internetowa pozwala zasadniczo na to samo. Możemy obejrzeć przedstawioną graficznie historię naszych biegów, zobaczyć tempo konkretnego biegu na wykresie, a oprócz dublowania opcji z iPodów możemy także oceniać treningi – dodawać informacje o naszym nastroju, warunkach pogodowych, rodzaju nawierzchni oraz dopisywać komentarze.

Ambitni biegacze mogą też ustalać sobie cele – ilość treningów, przebiegnięty dystans lub średnie tempo do zrobienia w określonym czasie. Są także profesjonalne treningi, rozpisane dla konkretnego stopnia zaawansowania oraz pożądanych celów.

Możemy też rywalizować ze znajomymi korzystającymi z Nike+, lub z innymi ludźmi. Możliwy jest także udział w grupowych zawodach – zapisujemy się do konkretnej grupy: zbierającej mieszkańców konkretnych województw Polski, mieszkańców Europy lub USA, posiadaczy iPodów w konkretnym kolorze, a także dowolnej innej, istniejącej. Jeśli gdzieś trwa wyścig między właścicielami psów i kotów, można do niego dołączyć. Jeśli nie ma, można go stworzyć.

Strona nikeplus.com nagradza także za aktywność – istnieje system poziomów, w zależności od przebiegniętego w sumie dystansu. Poziom oznacza też inny kolor strony, zarówno tej we flashu, dostępnej z komputera, jak i w wersji dla iPhone czy iPada. Przez pierwsze 50 km strona jest żółta, od 50 do 250 jest pomarańczowa, od 250 zielona, a co dalej – nie wiem, jeszcze nie dotarłem (niebieska, fioletowa, i czarna).

Kolor odpowiadający konkretnemu poziomowi zobaczymy nie tylko my, ale też nasi znajomi, którym pochwalimy się na Facebooku lub Twitterze – możliwe są obie opcje i muszę przyznać, że na samym początku był to dla mnie gigantyczny motywator. 400 znajomych na Facebooku oglądających moje postępy – hell yeah, próżność zaspokojona.

Po przydługawym wstępie czas na część najważniejszą. Wybór iPoda. Na rynku dostępne są w tej chwili dwie wersje nano – wyprzedawana piąta generacja i wprowadzona we wrześniu szósta. Różnica jest kolosalna, w końcu w tym roku zrezygnowano z click wheel na rzecz kwadratowego dotykowego wyświetlacza, a sam odtwarzacz znacznie zmniejszono. Żeby jednak nie było zbyt różowo, oba mają zarówno olbrzymie zalety, jak i wady.

Starszy iPod to klasyczny iPod. Nie ma żadnego zaczepu, haczyka, ani nic takiego. Możemy więc nosić go w kieszeni lub na ramieniu. Nie lubię drugiego rozwiązania, bo nigdy nie wiem, co mam zrobić z kablem do słuchawek, który dodatkowo niebezpiecznie układa się przy wiązaniu butów. Noszenie w kieszeni też ma jednak wady, bo kilka razy zdarzyło mi się odczepić przy bieganiu odbiornik od iPoda, co skutkowało przerwą w liczeniu. A wiecie jak jest – forma jest na drugim miejscu, najważniejsze są statystyki.

Z nowego nano jest jeszcze łatwiej wyrwać odbiornik, ale za to ma on klips. Nie udało mi się sprawić, żeby odtwarzacz odpadł od ubrania – Apple wykonało tu solidną robotę. Możemy przypiąć iPoda do kieszeni spodni, bluzy, do koszulki lub czegokolwiek na co najdzie nas ochota i będzie mu tam dobrze. Nam zresztą też. Punkt dla szóstej generacji.

Jeśli zaś chodzi o interfejs – cóż, zasadniczo dotykowy ekran nie jest przyjacielem sportowców. Trzeba patrzeć, co się wciska. A jeszcze jak jest mały… Na całe szczęście, jeśli tylko patrzymy na wyświetlacz, naprawdę trudno jest o pomyłkę. Nie mam małych rączek tylko wielkie łapska i nie mam z tym problemu – zawsze trafiam w opcję, którą chcę akurat wybrać. No, ale trzeba patrzeć na wyświetlacz. Np. włączenie PowerSong wymaga odblokowania iPoda, muśnięcia palcem w odpowiednim kierunku żeby przełączyć ekran i wciśnięcia przycisku na ekranie.Dotychczas wystarczyło jedynie przytrzymać środkowy przycisk. Na mniejszym ekranie mieści się też mniej treści, więc nie zobaczymy jednocześnie trzech informacji, tylko dwie. Ale to akurat mało istotny szczegół. Tym bardziej, że po wciśnięciu przycisku blokady wszystkie informacje usłyszymy.

W starych nano było z tym gorzej – trzeba było (odblokować iPoda i) wcisnąć dwa, albo przy (nigdy nie pamiętam) razy środkowy przycisk. W tym czasie można trzy razy przeczytać, co jest na tym nieszczęsnym ekranie. Ale za to nie trzeba nań patrzeć, by zakończyć, czy zatrzymać na chwilę trening, albo po prostu zmienić utwór na następny utwór z listy. 1:1.

Nowy nano nie posiada też kalendarza, więc statystyki i podsumowania wyglądają trochę gorzej i mniej czytelnie (zwłaszcza, jeśli mamy na swoim koncie naprawdę dużo treningów). Ponadto nie ma też wykresów. Pół punkta dla piątej generacji.

Największą wadą nowego odtwarzacza jest jednak bateria. W iPodzie nano poprzedniej generacji można biegać trzy dni z rzędu i jeszcze do tego używać cały czas krokomierza. Szósta generacja ma nieco słabsze osiągi i najlepiej jest po prostu ładować iPoda po każdym biegu. Nie mówię, że tak krótko wytrzyma, ale po prostu tak jest pewniej.

Więc którego wybrać? Szósta generacja nie odtwarza filmów, co większości chyba jednak nie przeszkadza. Pojemności mają takie same, ale różnią się cenami (wiadomo, nowszy jest droższy). Cóż, na pewno nie zamieniłbym iPoda nano piątej, ani nawet czwartej generacji na iPoda nano szóstej generacji tylko z powodu Nike+. Przy trzeciej już bym się zastanawiał – to jednak znacznie mniej poręczna kobyłka. A na pewno wziąłbym nowego nano, gdybym nie miał żadnego iPoda do biegania. Jest bardzo wygodny, zastosowanie klipsa było strzałem w dziesiątkę, a kwestię słabszej baterii można przeboleć. A poza tym to całkiem ładny zegarek…

Oczywiście wszystkie dane z Nike+ są jedynie orientacyjne. Można czujnik kalibrować, aby zwiększać jego dokładność, ale nie jest to w 100% miarodajny wynalazek. Ale w ponad 90%.

Marcin Sierant, 07 listopada 2010, 9:50 / Polecamy, Technologie / Tagi: , , , , ,

0 Odpowiedzi do “Nike+ iPod: nano czy nano?”


  • Brak Komentarzy

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook