
Do internetu wyciekł w całości najnowszy album Daft Punk -- soundtrack do filmu TRON: Legacy. To pierwszy od pięciu lat studyjny album duetu. I wiele wskazuje na to, że tamtem Daft Punk sprzed pięciu lat już nie wróci.
Francuski duet wydawał się być idealnym kandydatem na kompozytora ścieżki dźwiękowej. Pierwszy TRON powstał w roku 1982, a więc w epoce która jest dzisiaj na przemian wyśmiewana i naśladowana. Daft Punk z kolei wyglądają, jakby nigdy z lat 80. nie wyszli -- o ile w przypadku ich muzyki można o tym dyskutować (choć nie da się zaprzeczyć, że syntezatory są ich głównym narzędziem pracy, a na wielu koncertach pokazywali, że są fanami urządzeń Moog), o tyle w przypadku ich wyglądu wątpliwości już chyba nie ma. Pikanterii dodaje jeszcze fakt, że według oficjalnej wersji 9 września 1999 o godzinie 9.00 nastąpiła eksplozja samplera w ich studio i kiedy obaj się obudzili, byli już w połowie ludźmi, a w połowie robotami. Brzmi jakoś znajomo, prawda?
Disney nie chciał jednak tworzyć obrazu wyłącznie hołdującego pierwszej części filmu. Ówcześni nastolatkowie, zachwyceni efektami specjalnymi i przesłaniem filmu są dzisiaj grubo po czterdziestce, a ich dzieci wychowane w latach 90. mogą oglądając TRON najpierw dziwić się, dlaczego nie ma wersji HD, a potem już tylko się śmiać. Wytwórnia doskonale o tym wie, a ponieważ na czterdziestolatkach raczej niewiele zarobi, stworzyła TRON na miarę naszych czasów. Czasów w których powszechne wyobrażenie dobrego komputera nie oznacza miliona przycisków tylko dotykowy wyświetlacz, CGI stało się codziennym narzędziem w pracy filmowców, za to wszyscy zachwycają się 3D.
Pokazały to pierwsze trailery oraz pierwsze utwory zaprezentowane w internecie. Jeśli liczycie na klimaty takie jak poniżej, będziecie mocno zawiedzeni.
Zawód spotka także domorosłych DJ-ów, którzy liczą na to, że na płycie znajdą jakiś gotowy przebój, który będą mogli puszczać 16-latkom na imprezach w wynajmowanych klubach lub z iPoda na domówce. Nic takiego nie ma, przynajmniej dopóki nikt nie zabierze się za remiksowanie -- najnowszy album Daft Punk to soundtrack, a żeby być bardziej precyzyjnym -- score. I większość utworów ma tu po 2 minuty (dlatego na jednej płycie znajdziemy 22).
Druga sprawa wynikająca pośrednio z tego, że soundtrack to score, a do tego wytwórnią jest Disney to obecność smyczków. I nawet jeśli nie są one prawdziwe, tylko stworzone na syntezatorze jak inne sample, nie zmienia to faktu, że są. Derezzed było przedsmakiem w klimatach Daft Punk, którego zadaniem było chyba głównie nie przestraszyć fanów Francuzów…
…ale już Recognizer, który można było poznać już w lipcu bardziej kojarzy się z Hansem Zimmerem niż Daft Punk.
Niestety nie widziałem jeszcze filmu, nawet tego 24-minutowego fragmentu który widzieli niektórzy szczęśliwcy (może to i lepiej? będę mieć większą frajdę w kinie), więc nie wiem czy jedno będzie pasować do drugiego. To trochę jak błądzenie we mgle -- z reguły poznaję soundtracki jednak już po poznaniu filmów i kojarzę je z momentami z filmu. Tu może zadziałać jedynie wyobraźnia.
Niemniej jednak soundtrack ten broni się także i bez filmu. Świetne połączenie instrumentów smyczkowych z elektronicznymi samplami, w towarzystwie głębokich, „kinowych”, basów… Okazuje się, że Guy-Manuel de Homem-Christo i Thomas Bangalter świetnie radzą sobie z postawionym przed nimi zadaniem, a do tego są wszechstronnie uzdolnieni. I, co ciekawe, o ile w początkowych utworach dominuje elektronika, o tyle w scenach kulminacyjnych będzie „klasycznie” z dominacją skrzypiec. Bynajmniej nie ujmuje to temu soundtrackowi niczego -- pierwotnie planowałem przesłuchać go raz, ale potem okazało się że poszczególne motywy (zwłaszcza świetny „The Game Has Changed”) wpadają w ucho i nie da się z nimi tak łatwo pożegnać.
Jedno jest pewne -- nawet jeśli pod względem fabularnym będzie to gniot, a efekty wizualne będą poniżej oczekiwań, wszystko i tak uratuje muzyka. Ja już nie mogę się doczekać polskiej premiery, a właściwie niedzieli po premierze -- TRON: Legacy pojawi się w naszych kinach 31 grudnia. Nie trudno się domyślić, że tego wieczora może mieć bardziej zapadającą w pamięć lub powodują w ogóle luki w pamięci konkurencję, a przywitanie nowego roku na maratonie filmowym to nie jest moje ulubione rozwiązanie… Do czasu, bo z każdym kolejnym odsłuchaniem mój opór przed wybraniem się na premierę maleje.
Panowie, idźcie tą drogą.







nie ma tak ze soundtrack to score albo na odwrot. Score to jest muzyka skomponowana specjalnie na potrzeby filmow a soundtrack to kompilacja ulozona dla filmu. Jako ze Daft Punk napisali muzyke specjalnie dla filmu disneya, jest to po prostu score.
Będę się trzymał tego, że score jest odmianą soundtracku, skoro nawet wydawca tego albumu nazywa go Original Motion Picture Soundtrack…
wałki daft punk nigdy w oryginale nie nadawały się do grania, więc tu zmiany specjalnej nie widzę :) ale dezzered, oglądane nawet na jutjubie, robi kosmiczne wrażenie!
Nie nadawać się, a być granym to dwie różne rzeczy ;]