Daft Punk jakiego nie znacie

26 listopada 2010, Marcin Sierant

Do internetu wyciekł w całości najnowszy album Daft Punk -- soundtrack do filmu TRON: Legacy. To pierwszy od pięciu lat studyjny album duetu. I wiele wskazuje na to, że tamtem Daft Punk sprzed pięciu lat już nie wróci.

Francuski duet wydawał się być idealnym kandydatem na kompozytora ścieżki dźwiękowej. Pierwszy TRON powstał w roku 1982, a więc w epoce która jest dzisiaj na przemian wyśmiewana i naśladowana. Daft Punk z kolei wyglądają, jakby nigdy z lat 80. nie wyszli -- o ile w przypadku ich muzyki można o tym dyskutować (choć nie da się zaprzeczyć, że syntezatory są ich głównym narzędziem pracy, a na wielu koncertach pokazywali, że są fanami urządzeń Moog), o tyle w przypadku ich wyglądu wątpliwości już chyba nie ma. Pikanterii dodaje jeszcze fakt, że według oficjalnej wersji 9 września 1999 o godzinie 9.00 nastąpiła eksplozja samplera w ich studio i kiedy obaj się obudzili, byli już w połowie ludźmi, a w połowie robotami. Brzmi jakoś znajomo, prawda?

Disney nie chciał jednak tworzyć obrazu wyłącznie hołdującego pierwszej części filmu. Ówcześni nastolatkowie, zachwyceni efektami specjalnymi i przesłaniem filmu są dzisiaj grubo po czterdziestce, a ich dzieci wychowane w latach 90. mogą oglądając TRON najpierw dziwić się, dlaczego nie ma wersji HD, a potem już tylko się śmiać. Wytwórnia doskonale o tym wie, a ponieważ na czterdziestolatkach raczej niewiele zarobi, stworzyła TRON na miarę naszych czasów. Czasów w których powszechne wyobrażenie dobrego komputera nie oznacza miliona przycisków tylko dotykowy wyświetlacz, CGI stało się codziennym narzędziem w pracy filmowców, za to wszyscy zachwycają się 3D.

Pokazały to pierwsze trailery oraz pierwsze utwory zaprezentowane w internecie. Jeśli liczycie na klimaty takie jak poniżej, będziecie mocno zawiedzeni.

Zawód spotka także domorosłych DJ-ów, którzy liczą na to, że na płycie znajdą jakiś gotowy przebój, który będą mogli puszczać 16-latkom na imprezach w wynajmowanych klubach lub z iPoda na domówce. Nic takiego nie ma, przynajmniej dopóki nikt nie zabierze się za remiksowanie -- najnowszy album Daft Punk to soundtrack, a żeby być bardziej precyzyjnym -- score. I większość utworów ma tu po 2 minuty (dlatego na jednej płycie znajdziemy 22).

Druga sprawa wynikająca pośrednio z tego, że soundtrack to score, a do tego wytwórnią jest Disney to obecność smyczków. I  nawet jeśli nie są one prawdziwe, tylko stworzone na syntezatorze jak inne sample, nie zmienia to faktu, że są. Derezzed było przedsmakiem w klimatach Daft Punk, którego zadaniem było chyba głównie nie przestraszyć fanów Francuzów…

…ale już Recognizer, który można było poznać już w lipcu bardziej kojarzy się z Hansem Zimmerem niż Daft Punk.

Niestety nie widziałem jeszcze filmu, nawet tego 24-minutowego fragmentu który widzieli niektórzy szczęśliwcy (może to i lepiej? będę mieć większą frajdę w kinie), więc nie wiem czy jedno będzie pasować do drugiego. To trochę jak błądzenie we mgle -- z reguły poznaję soundtracki jednak już po poznaniu filmów i kojarzę je z momentami z filmu. Tu może zadziałać jedynie wyobraźnia.

Niemniej jednak soundtrack ten broni się także i bez filmu. Świetne połączenie instrumentów smyczkowych z elektronicznymi samplami, w towarzystwie głębokich, „kinowych”, basów… Okazuje się, że Guy-Manuel de Homem-Christo i Thomas Bangalter świetnie radzą sobie z postawionym przed nimi zadaniem, a do tego są wszechstronnie uzdolnieni. I, co ciekawe, o ile w początkowych utworach dominuje elektronika, o tyle w scenach kulminacyjnych będzie „klasycznie” z dominacją skrzypiec. Bynajmniej nie ujmuje to temu soundtrackowi niczego -- pierwotnie planowałem przesłuchać go raz, ale potem okazało się że poszczególne motywy (zwłaszcza świetny „The Game Has Changed”) wpadają w ucho i nie da się z nimi tak łatwo pożegnać.

Jedno jest pewne -- nawet jeśli pod względem fabularnym będzie to gniot, a efekty wizualne będą poniżej oczekiwań, wszystko i tak uratuje muzyka. Ja już nie mogę się doczekać polskiej premiery, a właściwie niedzieli po premierze -- TRON: Legacy pojawi się w naszych kinach 31 grudnia. Nie trudno się domyślić, że tego wieczora może mieć bardziej zapadającą w pamięć lub powodują w ogóle luki w pamięci konkurencję, a przywitanie nowego roku na maratonie filmowym to nie jest moje ulubione rozwiązanie… Do czasu, bo z każdym kolejnym odsłuchaniem mój opór przed wybraniem się na premierę maleje.

Panowie, idźcie tą drogą.

Marcin Sierant, 26 listopada 2010, 12:57 / Muzyka, Polecamy / Tagi: , ,

4 Odpowiedzi do “Daft Punk jakiego nie znacie”


Dodaj Komentarz

Connect with Facebook