
Sushi ma w Polsce w dalszym ciągu wysoką pozycję. Nie zrozumcie mnie źle, sam lubię sushi, ale w Warszawie przeciętne ceny są wciąż całkiem wysokie jak na fast food. Powoli jednak to się zmienia i powoli wracamy do korzeni.
W zachodniej Europie po okresie fascynacji oraz wysokich cen sushi coraz większą popularnością cieszą się tanie, szybkie bary z japońskim jedzeniem. Sami wybieramy sobie już gotowe (przygotowane każdego dnia rano) zestawy maków, futomaków, nigiri oraz różnych innych dodatków, płacimy i jemy. Szybko i względnie tanio. U nas właśnie się coś takiego pojawia, tyle że w tubie.
Pewnie długo bym go nie spróbował, gdybym nie wpadł dzisiaj w akcie desperacji do BUW-u. Właśnie zszedłem z wykładu na Kampusie Centralnym na ćwiczenia na Lipowej, miałem jakieś 7 minut do rozpoczęcia zajęć i umierałem z głodu. I akurat na środku korytarza wyrosło ciekawie wyglądające stanowisko. Zdecydowałem się nie ryzykować z wersją droższą za 12 złotych i kupiłem maki z łososiem za 9 złotych.
W zestawie dostałem tubę z 86 g jedzenia – z prawdziwym łososiem i ryżem zawiniętymi w nori oraz sosem sojowym. Data przydatności do spożycia to 15 października – nie wiem co prawda kiedy moje danie powstało, ale było świeże i, jak widać, ma krótką żywotność. Sos sojowy to raczej obowiązek – spróbowałem jednego kawałka bez niego (w tubie jest ich sześć) i raczej nie polecam. Z sosem jest o wiele lepiej, ale tu trzeba uważać – w którymś momencie dno pudełka zaczęło mi przeciekać. Generalnie jednak pomysł z tubą oraz z pojemniczkiem na sos w charakterze pałeczki do wypychania – świetny (zobaczcie na schemacie jak to działa).
Nie jest to najtańsza forma lunchu, nie nakarmi nas, ale pomoże przetrzymać kolejne 90 minut ciężkiej pracy umysłowej (lub zaliczenia przez fejsbuczenie, co tam kto robi). I jest przy tym całkiem niezłe (może nie rewelacyjne) i wygodne - raczej nie rozpadnie się nam w rękach, najwyżej ubrudzi sosem sojowym (fakt, ten potrafi niesamowicie śmierdzieć na ubraniach, a i ciężko go sprać).
Lokali z Roller Sushi jest na razie niewiele – w Markach jest normalne bistro z miejscami siedzącymi, większym wyborem i sushi robionym na miejscu, a w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego jest stoisko z gotowymi tubami w dwóch rozmiarach (i o różnym stopniu urozmaicenia zawartości). Można też zamawiać telefonicznie, a standy takie jak w BUW-ie pojawiają się okazyjnie na imprezach w rodzaju Orange Warsaw Festival czy Pikniku Lotniczego w Góraszce.
Więcej informacji na stronie rollersushi.pl, a tymczasem ja czekam na więcej.








me likey