Graffiti vs „graffiti”

31 października 2010, Marcin Sierant

Przystanki kolejowe w warszawie jakie są, każdy widzi. W przeciwieństwie do samych pociągów nie daje się ich pilnować i chronić przed radosną twórczością użytkowników farby w sprayu. Niedawno, bo w miniony poniedziałek kolejarze pochwalili się na łamach „Gazety Stołecznej” nowym sposobem na tą formę wandalizmu. Niestety pochwalili się przedwcześnie.

PKP PLK pochwaliła się bowiem, że pozwoliła na stworzenie murali na swoich stacjach i przystankach w Warszawie. Powstają w różnych miejscach, w tym m. in. na trzech przystankach linii Radomskiej – Warszawa Aleje Jerozolimskie, Warszawa Rakowiec i Warszawa Żwirki i Wigury. Jako że przejeżdżam obok nich praktycznie codziennie, mogę się na ich temat wypowiedzieć.

Sama idea mi się podoba. Zdecydowanie wolę ściany pomalowane w taki sposób od tagów lokalnych wyznawców kultu JP oraz publicznej dyskusji na temat tego, który klub piłkarski jest lepszy, a który zasługuje na dorysowanie do jego nazwy lub powszechnie kojarzonego z nim symbolu szubienicy. Ba, wolę to także od gołych ścian – przynajmniej jest trochę ciekawiej, bardziej kolorowo i oczekiwanie na pociąg jest w jakiś sposób milsze.

Kolejarze widzą jeszcze jedną zaletę, którą się chwalą:

Pierwsze murale powstały na przystankach linii radomskiej: Żwirki i Wigury, Rakowiec i Aleje Jerozolimskie. Na tej ostatniej można np. oglądać różne historyjki z ptakami w roli głównej. – To dzięki tegorocznemu festiwalowi Street Art. Doping. Uczestniczyliśmy w nim po raz pierwszy. Artystom oddaliśmy do malowania ścianki nad ławkami – mówi Jan Telecki z Zakładu Linii Kolejowych. Twierdzi, że pomysł był trafiony. – Wandale, którzy często szpecą nasze przystanki, jakoś omijają te artystyczne malunki – dodaje.

Niestety, nie jest to prawda. Generalnie nie zgadzam się z większością komentarzy malkontentów, które znalazły się w internecie pod tym artykułem, uważam ich autorów za nudziarzy, którym przeszkadza pewnie gdy pies za głośno szczeka w parku. Niemniej jednak z jednym muszę się zgodzić – murale pojawiły się na początku lipca i już wtedy zastanawiałem się jak długo wytrzymają. Wytrzymały jakoś do października, ale obecnie mamy do czynienia z autorstwem zbiorowym, swego rodzaju remiksami oryginalnych prac.

Dodatki są różnych rozmiarów i o różnym charakterze.  Na przykład mural który widzieliście na samej górze otrzymał na szybie wagonu napis, którego z daleka może i nie widać, ale jak się bliżej przyjrzeć….

Obraźliwych napisów jest zresztą więcej. Są kierowane raczej do autorów oryginalnych murali – wątpię, żeby chodziło o pasażerów kolei, a mimo tego iż wdłuż linii kolejowej przebiega administracyjna granica dwóch dzielnic – Ochoty i Włochów, w związku z czym perony umieszczone po obu stronach torowiska znajdują się w dwóch różnych dzielnicach, a lokalny patriotyzm kwitnie, bazgroły z obu stron wyglądają na dzieło tego samego autora.

Tyle po stronie Ochoty, a poniżej Włochy. Czyżby murale wyglądały na gejowskie? I pytanie czy autorów jest dwóch (styl obu prac jest podobny), czy jednak jeden i nigdy nie pamięta, czy „chuj” piszemy z „c” na początku czy jednak bez niego.

Są też zwyczajne tagi, bez żadnych komentarzy…

…jak również dzieła bardzo minimalistyczne. Mi też te trzy abstrakcyjne obrazki za bardzo się nie podobają, ale nie uważam żeby było to wystarczający powód do oszpecenia ich niebieskimi falami.

Niektórzy powiedzą, że 3,5 miesiąca to i tak długo. Ja jednak nie mogę się pocieszać nawet tym, że to bardziej cywilizowana metoda niż u innych zwierząt, które swoje terytorium oznaczają moczem. Niestety ludzie też i to często właśnie za tymi ławkami. No, może to raczej kwestia tego, że piwko musi znaleźć gdzieś ujście. A piwka pije się tu sporo, w oczekiwaniu na upragniony pociąg do Radomia, Czachówka Płd. czy Góry Kalwarii, ale także w ramach spotkania ze znajomymi wieczorem. To drugie może ostatnio rzadziej, bo zrobiło się chłodniej.

Najgorsze jest to, że nie mam pomysłu co z tym zrobić. Kolejarze też za bardzo nie mają, nie wiedzą nawet jak zareagować na kradzież metalowych kratek osłaniającej kanały odprowadzające z peronów wodę – nikogo za rękę nie złapano, ale wątpię, żeby wymontowywano je sukcesywnie w celach konserwacyjnych, raczej jednak chodzi o powtórne wykorzystanie zastosowanych w owych kratkach metali. I to jest chyba największy problem – monitoringu na stacji nie ma, a nawet jakby był, służyłby najwyżej za materiał dowodowy, bo wątpię żeby ktoś dotarł na miejsce w ciągu 5 minut. Przydałoby się raczej zatrudnić tam strażników spuszczających łomot batonem każdemu, kto wpadnie na jakiś genialny pomysł w zaprezentowanym powyżej stylu.

Miało być pięknie, wyszło jak wyszło. W najbliższym czasie padną pewnie kolejne, jeszcze nietknięte, grafiki. Zmienić stanu rzeczy się nie da – konieczny pewnie byłby jakiś zakrojony na szeroką skalę program resocjalizacyjny, a na końcu i tak okazałoby się, że potrzebne są po prostu surowe kary, polegające nawet nie na dotkliwych sankcjach finansowych czy pracach społecznych, ale bardziej na przeoraniu betonu twarzą zainteresowanego przy okazji obezwładniania.

Nawet nie można wszystkim obarczyć naszego narodu, bo nie mamy na to wyłączności, a nawet na zachodzie potrafi być gorzej. Bardziej pasowałoby podsumowanie „ech, ludzie”. A może powinienem kupić białą farbę, skrzyknąć sąsiadów i zamalować to wszystko? A potem zamalować to raz jeszcze, a potem znowu i znowu i znowu i liczyć się z tym, że albo osiągnę sukces i przestaną, albo dostanę nóż między żebra, albo przynajmniej kopy po nerkach.

Ale przynajmniej przez kilka miesięcy było fajnie, nie wolno o tym zapominać.

Marcin Sierant, 31 października 2010, 6:54 / Marudzenie, Przewodnik / Tagi: , ,

0 Odpowiedzi do “Graffiti vs „graffiti””


  • Brak Komentarzy

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook