
Ręka do góry kto nigdy nie widział filmu pornograficznego? Śmiało, rzućcie kamieniem. Prawda jest taka, że od oglądania filmów porno się nie ślepnie, ale można je za to wykorzystać w celach reklamowych -- w końcu mimo rumieńców na twarzy większość pozytywnie odbiera takie nagrania (nawet jeśli mimowolnie), a nie ma nic lepszego niż kojarzenie marki lub wykonawcy z miłymi rzeczami. Czyżby?
Roznegliżowanych panienek dzisiaj nie będzie, więc uprasza się o zapięcie rozporków (jeszcze się pojawią, obiecuję, tylko nie dzisiaj). Będzie za to trochę znanych marek, kilka ciekawych pomysłów i kilka kontrowersyjnych kampanii. Tylko co z tego wyszło? Dużo szumu, niewątpliwie. A co z wizerunkiem? Z wynikami sprzedaży?
Pornografia wydaje się być teraz modna. Po prawdzie to pornografia jest zawsze modna, tylko nie zawsze głośno się o niej mówi. Teraz jednak modne jest śledzenie na Twitterze gwiazd porno, posiadanie własnego bloga na którego wstawiamy stare, czarno-białe, zdjęcia nagich kobiet oraz oglądanie Vice Guide to Sex. Nagle okazuje się, że pornografia to niezły sposób na reklamę -- już nie erotyka, ale pornografia. Wzbudza większe zainteresowanie, a niedopieszczone dewoty i tropiciele afer z brukowców tak samo polują na zdjęcia modelek w bikini, jak i na hardcorowe porno. Jedno i drugie dobrze się pali na stosie, więc co za różnica.
Niewiele brakowało, a na taki stos trafiłby w latach 90. Calvin Klein. Dzisiaj takie spoty reklamowe zostałyby określone jako niewinne, ale wtedy młodzi modele występujący w czymś co wygląda jak casting do amatorskiego porno, pokazywani w normalnej telewizji, to było duże wydarzenie. Do tego w mniemaniu wielu zahaczało to o pedofilię. Że pedofilia to w USA ciężkie przestępstwo i łatwy sposób na zdobycie poparcia Polakom nie trzeba tłumaczyć, mamy jednego takiego ambasadora.
Dlatego też spoty wycofano z telewizji. To jednak nie wystarczyło i domy handlowe zaczęły wycofywać ubrania Calvin Klein Jeans, a pod butikami CK zbierały się protestujące i namawiające do bojkotu marki tłumy. Doszło nawet do tego, że sprawą rzeczonej pedofilii zajęła się FBI.
Spoty oczywiście pojawiły się w internecie i dzisiaj można je obejrzeć na YouTube, więc łatwo się przekonać, że FBI się raczej skompromitowało…
A raczej skompromitowało według dzisiejszych standardów. W końcu spoty te można obejrzeć w serwisie YouTube, który na pewien -- bardzo wybiórczy -- sposób jest strażnikiem moralności. Wiadomo jak to jest -- można przeklinać i używać przemocy ile wlezie, ale kawałka cycka już pokazać nie wolno, bo to demoralizuje. W Europie jest zresztą zupełnie odwrotnie i tam można machać biustem i kląć jak szewc, ale krwi to już pokazać nie wolno (zwłaszcza w Niemczech).
Tak naprawdę zresztą, wszystko zależy od tego w jakim humorze jest dana niedopieszczona dewotka oraz jaki materiał na aferę znajdzie na półce w Empiku pracownik (dziennikarzem to on bynajmniej nie jest) brukowca, który szuka czegokolwiek co zwiększy sprzedaż, cytowanie, a co za tym idzie -- poważanie naczelnego.
Inne czasy, inne metody szokowania. W 2006 roku marka Shai Wear reklamowała się w internecie akcją Sexpacking.com. Była to strona internetowa na której umieszczono trzy interaktywne filmy pornograficzne -- jeden z parą heteroseksualną i dwa z parami homoseksualnymi. Interaktywność polegała na tym, że gdy w trakcie oglądania najechaliśmy kursorem na jakąś część garderoby -- której z upływem czasu było na ekranie coraz mniej -- pokazywały się informacje o nazwie, dostępnych rozmiarach, wersjach i cenie. Filmy porno były zrobione profesjonalnie i choć nie miały chyba wysokiego budżetu, ich twórcy byli dość pomysłowi i mieli wyczucie, co zresztą można zobaczyć w materiale „making of”.
Marka Shai Wear dziś już jednak nie istnieje. Zniknęła kilka miesięcy po wspomnianej kampanii reklamowej, a dziś po wpisaniu hasła „shai wear” w Google w wynikach dominują serwisy z torrentami, Rapidshare i inne miejsca, w których można obejrzeć wspomniane filmy. Nie wiadomo, czy zniknięcie marki z rynku ma związek z zawartością jej strony internetowej, ale mimo interesujących starań nie udało się przetrwać.
Reakcja internetu nie była jednak negatywna -- jeśli były protesty, zostały wygłuszone przez inne reakcje bloggerów -- może nie było zachwytu, ale szok był połączony głównie z podziwem dla odwagi twórców. I takie były dominujące komentarze -- albo się podziwiało, albo się nic nie pisało, bo ciężko się pisze z jedną ręką pod biurkiem.
Mamy zatem Calvina Kleina który otarł się o lincz oraz Shai Wear, które wypadło z gry niedługo po szokującej kampanii reklamowej. Czy zatem za dużo seksu w reklamie grozi efektem odwrotnym do zamierzonego? Być może dlatego właśnie w 2003 roku Puma odrzuciła projekty reklam zaproponowane przez małą europejską agencję. Co nie spodobało się panom w garniturach spodobało się jednak znajomym i rodzinie kreatywnych marketingowców, więc w konsekwencji rozeszło się w świat pocztą pantoflową. I zrobiło furorę.
I znowu nie słyszałem ani protestów, ani oskarżeń o seksizm. Puma, oczywiście, z początku się od tego odcinała i groziła pozwami każdemu, kto takie zdjęcie publikuje, ale do dzisiaj nie słyszałem o żadnym procesie sądowym, więc chyba stwierdzono, że z internetem nie ma co walczyć, można na tym coś ugrać, a jakby ktoś się czepiał -- należy podkreślać że to fałszywki.
Fałszywką nie była jednak reklama Diesla z 2008 roku. Diesel celebrował wtedy 30-lecie istnienia marki. A właściwie to XXX-lecie. Z tej okazji postanowili wykorzystać w kampanii filmy pornograficzne. I rzeczywiście wykorzystali, tyle tylko że…
Jeśli jeszcze nie wiecie czym jest „SFW Porn”, to właśnie się dowiedzieliście -- agencja która wymyśliła ten spot dla Diesla nie była odkrywcza, a w internecie takich przerobionych zdjęć są tysiące -- głównie na stronie porn-sfw.com.

Która kampania jest najlepsza? Która była najbardziej skuteczna? Trudno jest uzyskać na to odpowiedź, ale podejrzewam, że Diesel poradził sobie lepiej niż Shai Wear, o którym prawdopodobnie wielu czytelników dowiaduje się dopiero ode mnie (ja sam o istnieniu takiej marki dowiedziałem się z filmu pornograficznego). Pytanie tylko czy to wynika ze sposobu wykorzystania hasła „porno”, czy bardziej z faktu, że Diesel jest znany na całym świecie… Seks pomoże zdobyć sławę, czy odwrotnie -- sława pozwala na wykorzystywanie seksu?
Rzecz jest na tyle trudna do ustalenia, że chyba trzeba się odwołać do muzyki i teledysków. A tam dopiero się dzieje… MTV po 23. jest dla grzecznych cip w porównaniu z tym, co można znaleźć w sieci. Ale to dłuższa i ciekawsza opowieść, więc na razie jak zwykły cham narobiłem apetytu i nie kontynuuję tematu. Przynajmniej przez chwilę.









0 Odpowiedzi do “Sex sells?”