
Schemat jest prosty i prawdopodobnie każdy kiedyś go przeżył. Po mocnej balandze w centrum wracamy z grupą (nie)znajomych do czyjegoś mieszkania. Plądrujemy lodówkę i barek, wypalamy cudzą paczkę fajek na balkonie (bo na co dzień przecież nie palimy), ale prędzej czy później nadchodzi etap kanapowy, siedzimy, dopijamy Jägermeistera i puszczamy muzykę z laptopa. Właśnie… z laptopa.
Komputer przechodzi z rąk do rąk, pijemy kolejną kolejkę, jest coraz mniej osób, jedni padają, inni zasypiają a jeszcze inni ulatniają się parami. Pod koniec zostają jakieś trzy osoby. Z kompletnych nudów oglądają coraz to głupsze filmy na YouTube, w końcu ktoś wchodzi na facebooka. Okazuje się że znajomy który od pół godziny smacznie sobie śpi zapomniał się wylogować…
W naszych głowach zaczynają rodzić się istnie diabelskie pomysły. Nagle niewinne zmiany które wprowadzaliśmy w profilu osoby korzystającej z laptopa przed nami, zamieniają się w wielkie planowanie. Sprawdzamy czy pacjent o którym mowa nadal śpi. Jeśli tak, pojawia się dla nas zielone światło.
W tym momencie zaczyna się prawdziwa u c z t a. Total Facebook Rape uznajemy za otwarty. Każdy gorączkowo chce dorzucić coś od siebie. Status status, komentarze pod zdjęciami znajomych, zmiany statusu związku, miejsce zamieszkania ustawione na Etiopię. W czasie kiedy uploadują się rozmaite podejrzane zdjęcia wymyślamy do kogo wyślemy wiadomości, a kogo tylko zaprosimy do znajomości. Zdjęcie profilowe zmienione na zrobiony przed sekundą portret z marchewką w nosie. Kreatywne myślenie funkcjonuje u nas na najwyższym poziomie…

Następnego dnia dowiadujemy się że Jakub O. lubi w pupkę, Mateusz S. miał przez całą noc ciężkie rozwolnienie, Marcin S. zaprosił do znajomości 50 nowych osób, Konrad K. wyznał miłość nikomu dotąd nieznanej koleżance a Kamil R. ma sporo nowych ciekawych zdjęć w galerii, a na kilkunastu kolejnych jest oznaczony.
I nie to, żeby nas to spotkało w ten weekend (choć Sierant zarzeka się, że nie używa Facebooka na cudzych komputerach, a wygaszacz ekranu w MacBooku ma zabezpieczony hasłem. brakuje mi tylko profilu „gość” na komputerze, muszę go w końcu założyć – S.), ale sprawa jest zwyczajnie głupia i po prostu grzecznie ostrzegamy.







a o mnie i wielorybie to sie zapomniało?:)
co było z wielorybem?
No Kwiat wziales sobie do serca nazwe x