Po co mi iPad?

20 czerwca 2010, Marcin Sierant

Nie kupiłem iPada. Jeszcze. Wszystko wskazuje jednak na to, że jeśli będę go używał jeszcze dłużej, zdrowy rozsądek pójdzie w odstawkę, a ja najzwyczajniej w świecie za niego przepłacę.

I będzie to diabelnie duży problem. Na pewno będę zadowolony z posiadania nowej zabawki (zwłaszcza, że ma duże jabłko na obudowie), ale z drugiej strony cały czas nie mam pojęcia, do czego może mi ona służyć (i czy jest to dla mnie na tyle ważne, że jestem w stanie zapłacić co najmniej 2700 złotych za iPada 16 GB).

Nie będę się rozwodził nad designem iPada, jego baterią, tym czy wyświetlacz dobrze działa i innymi tego typu sprawami. iPad jaki jest, każdy widzi. Że ma nieco zmodyfikowany iPhone OS, też wiadomo, a kwestia baterii jest w tym momencie zupełnie nie istotna (mogę jedynie powiedzieć, że Apple nie przesadza z jej zachwalaniem).

Istotne jest to, co można z nim zrobić. A właściwie to, co ja mogę z nim zrobić. Wiem, że pomaga DJ-om, dzieciom dotkniętym autyzmem i politykom w zdobywaniu poparacia wśród naiwnych, ale nie bardzo wiem, w czym miałby pomóc mi.

Do czytania książek? Przyznaję, iBooks jest świetnie i dołączany do aplikacji „Kubuś Puchatek” mnie oczarował. Być może gdybym czytał dużo anglojęzycznych książek, jak kilku moich znajomych, zamiast czekać na i tak szybką przesyłkę z Amazona lub trochę wolniejszą z Barnes&Noble, wybrałbym ekstremalnie szybką z iBooks Store.

Podobnie z magazynami. Newsweek czy New York Times wyglądają dobrze, a Wired – genialnie. Widać, że włożono w to sporo pracy – niby wygląda to jak papierowe wydanie, ale jednak układ tekstu i grafiki dostosowuje się do położenia ekranu, odnośniki otwierają się w Safari, a filmiki odtwarzają na miejscu. Jakby tego było mało, reklamy w wydaniu iPadowym muszą być o wiele droższe, bo też dostosowują się do układu.

Co niektórzy copywriterzy bardzo dobrze  wykorzystali – np. w Heinekenie.

Genialne!

A Belvedere zaprasza na Facebooka…

W zasadzie sama obecność tego magazynu w App Store mogłaby mnie skłonić do zakupu iPada, gdybym tylko jeździł samochodem z „AMG” w nazwie, kupionym za gotówkę i to z pełnym wyposażeniem. Niestety jednak tak nie jest i potrzebne są jakieś dodatkowe argumenty. Tym bardziej, że w Polsce nie jest już tak różowo i gazety oraz magazyny są dostępne, ale w formie przypominającej PDF-y. W zasadzie to są chyba PDF-y wciśnięte w aplikację w App Store. Nieoficjalnie wiem, że to ma się zmienić, bo teraz to kwestia prestiżu, ale kiedy to nastąpi – nie wiadomo.

Nie przemawiają też do mnie zupełnie inne multimedia. Do słuchania muzyki urządzeń mam pod dostatkiem, a i tak najczęściej wybieram iPoda lub Maka, gdy iPod się ładuje. Do oglądania filmów w łóżku lepszy jest jednak laptop. Może się bardziej nagrzewa, ale nie trzeba go cały czas trzymać w rękach.

To trzymanie w rękach to generalnie problem. Nie ma problemu jeśli czytam lub oglądam, ale jeśli siedzę z iPadem na kolanach i chcę coś napisać – mamy mały problem. Jeśli nie znajdzie się jakiś stolik, a najlepiej to uniwersytecki pulpit umieszczony pod kątem, jestem skazany na pisanie kciukami. Niezbyt wygodne.

Niestety nie mam już wykładów i nie wiem, jak dobrze spisałby się iPad w charakterze notatnika. Sądzę, że lepiej niż notebook czy nawet netbook, ale mimo wszystko gorzej niż papier i długopis. Przyznaję jednak, że iWork na iPadzie jest świetny.

Safari także świetnie sobie radzi – rozdzielczość 1024×768 pozwala na wyświetlanie większości – myślę nawet że 99% stron w skali 1:1, jest szybka, dobrze sobie radzi z wyświetlaniem stron, a jedyne czego nie ma to Adobe Flash. Za czym zbytnio nie tęsknię. Mimo wszystko wolę jednak laptopa z konwencjonalnym systemem operacyjnym i możliwością zapisywania plików na dysku.

Klient poczty, kalendarz, notatnik i książka adresowa? Są super, naprawdę, mają kilka bajerów których nie ma iPhone, ale telefon ma tą zaletę, że można czytać e-maile, a drugą ręką trzymać się uchwytu w autobusie, metrze czy tramwaju. 9-calowy tablet jest już trochę mniej mobilny.

I ta mobilność to właśnie problem. iPad nie zastąpi smartphone’a, bo nie zmieści się w kieszeni, a 10-calowych toreb zbyt wiele nie robią, więc i tak trzeba nosić konwencjonalną. Nie zastąpi z kolei laptopa, bo ma system operacyjny z telefonu komórkowego. Może brak multitaskingu nie jest problemem, bo aplikacje i tak zapamiętują swój stan przy zamykaniu, ale kwestia zapisywania i odczytywania plików już tak ciekawa nie jest. No i spróbujcie zainstalować tam klienta FTP albo dodać do iPoda utwór ściągnięty z innego źródła niż iTunes Store. Szybko okaże się też, że ten brak Flasha jednak przeszkadza.

Zostajemy więc z kompromisem między telefonem a komputerem. A kompromisy są z reguły kiepskimi rozwiązaniami. Ale za to jak wykonanymi! iPad jest ładny, szybki i efektowny – jak wszystko co ma na obudowie jabłko. Do tego ma intuicyjny i wygodny interfejs. I oglądanie filmów w łóżku jednak jest fajne, a na pewno fajne jest przeglądanie z takiego miejsca Facebooka.

Jeśli zaś chodzi o noszenie go ze sobą, jest mniejszy  i lżejszy od laptopa i do „pracy” w kawiarni nadaje się wręcz idealnie. Tym bardziej, że jest bardzo hmm… powiedzmy „reprezentacyjny”. No, zwraca na siebie uwagę. Bardzo zwraca na siebie uwagę. Cholernie bardzo zwraca na siebie uwagę.

Tyle tylko, że to trzecie urządzenie, które wcale nie jest bardzo potrzebne i wcale nie ułatwi mi życia. A nawet utrudni, bo wiem że nie wytrzymam i wiem że będę wydawał kolejne euro w App Store. Doskonale radzę sobie bez niego i wcale nie czuję, żeby moje życie było jakoś uboższe. Jeszcze nie. Ale jestem o tym coraz mniej przekonany.

Trzeba więc powiedzieć wprost – iPad jest niepotrzebny, ale fajny. Drogi, ale fajny. Jest zwykłą zabawką, ale fajną. I mam dziwne wrażenie, że pewnego dnia zmięknę i go kupię.

Na szczęście z nieba spadł mi iPhone 4. I tak będę musiał kupić nowy telefon, bo mój obecny ma już rok i dogorywa, a przynajmniej będę mieć kolejną zabawkę która odsunie mnie nieco od tabletu. A kosztować będzie pewnie tyle samo.

Marcin Sierant, 20 czerwca 2010, 7:50 / Polecamy, Technologie / Tagi: , ,

2 Odpowiedzi do “Po co mi iPad?”


  • Kup sobie smart cover lub podobne etui (macally) jak Ci nie wygodnie pisać na stole/kolanie. Idealnie rozwiązuje wszystkie problemy które wymieniasz z trzymaniem urządzenia w rękach lub też pisaniem. Po prostu okladka ma odpowiednie zagięcia do skladania i pozwala ulożyć iPada na dowolnej powierzchni.
    Poza tym w artku jest literówka przy dywagacji o utworach – iPada, nie iPoda. Poza tym nie wiem jaki masz problem z utworami spoza itunes, mam ponad 10 GB muzy wrzuconej na iPada, nic z itunes i wszystko działa…
    A, i żeby nie było, nie mam Maca.. Pisze aplikacje sieciowe pod iPada i musze na czyms testować – iPad wyszedł połowe taniej niż kupno MacBooka tylko po to zeby ściągnąć emulator z AppStore (za kolejne 100 dolców zresztą). Nie jestem fanem tej firmy, ale urządzenie jest dobre, pozwala na prace (w postaci korespondencji mailowej itp) bez większego problemu, świetnie zabija czas w podróży. Fakt, drogawe.

  • Także mam ten dylemat. Posiadam iMac’a od 5 lat i iPhona 3GS od 2 lat. Zdecydowanie nie jestem fanem tej firmy, de facto jej polityka pchająca usera ostro w ere postIQ zwyczajnie mnie irytują. Pisać o iPadzie można bez końca ale pytanie pozostaje na końcu zawsze takie samo: „ale co ja mam na nim sensownego nim robić?”
    Aplikacje z appstore to w 10% głupie gry i pseudo-aplikacje teoretycznie nadające się do czegoś, a w praktyce będące albo niewygodne albo zbyt ograniczone. Pozostałe 90% to klony, różniące się jedną funkcjonalnością. Jedyna użyteczna rzecz to GPS, nic więcej. Żadne tam pakiety biurowe, edytory obrazków, wirtualne treningi czy inne gówniane ToDo listy i productivity apps. Wszystko śmieci do trwonienia czasu i kończą tam gdzie słynna aplikacja Beer – nudzi sie po 5 minutach (tudzież przylansowaniu się 5 znajomym) i idzie do lamusa. Im dłużej obcuje z appstorem, tym rzadziej znajduje cokolwiek godnego uwagi (pośród setek tysięcy pozycji (WOW)), a i tak po pobraniu okazuje sie, że kolejny raz zostałem wydymany, naciagnięty na błyszczącą ikonke nie wnoszącą absolutnie nic do mojego życia za to wynoszącą kilka monet z kieszeni.

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook