
Polska kinematografia ma w Polsce kiepską opinię. Przynajmniej jeżeli chodzi o mainstream. I słusznie, bo w multipleksach dominują u nas dwa rodzaje filmów -- historyczno-martyrologiczne lub komedie (w domyśle romantyczne, choć nie zawsze) z kiepskim scenariuszem, ale wysokim budżetem. Nafaszerowane nieudolnym product placementem z tego drugiego powodu.
To nie jest zła strategia, bo tego typu filmy całkiem nieźle się sprzedają i biją rekordy frekwencyjne -- widać trafiają w gusta masowej widowni. A jak trafiają w gusta, to ludzie je oglądają. A jak ludzie je oglądają, to płacą. A jak płacą, to przemysł filmowy ma pieniądze na coraz lepsze filmy. I na leczenie kompleksów względem zachodniego kina.
I jeśli chodzi o leczenie kompleksów, to Polski Instytut Sztuki Filmowej postanowił pokazać, że polskie kino jest w niezłej kondycji, która cały czas się poprawia. I dlatego nakręcili spot reklamowy z udziałem znanych polskich aktorów. Góralska muzyka, wojna i odwołanie się do filmów historycznych, Borys Szyc w dresie, ale także niezłe efekty specjalne i montaż.
Krótkie formy nam jak widać wychodzą (zresztą, spoty reklamowe tworzone w Polsce są naprawdę niezłe, no, chyba że ktoś zamawia lągo1). To teraz czas popracować nad dłuższymi. Chociaż, od strony technicznej nie jest źle, tylko te scenariusze…
1 -- a jakby ktoś nie wiedział o co chodzi z lągo, poniżej wyjaśnienie. Polecam całość, zwłaszcza że do dzisiaj klienci mają takie wymagania…







Od pewnego czasu próbuję oddzielić ziarno od plew i robię listę dobrych polskich filmów po ’89. Z pewnością nie jest kompletna, bo wszystkich ważnych filmów nie widziałem, za to za każdy z widniejących na niej tytułów ręczę głową:
http://www.mosiejczuk.pl/?page_id=120
Walczmy ze stereotypem kiepskiego polskiego kina!
Pozdrawiam :-)