Myjmy się

12 maja 2010, Marcin Sierant
Autobusy w Warszawie

Coś tu śmierdzi...

Komunikacja miejska jest ostatnio intensywnie promowana. Parkingi P&R, bus-pasy, artykuły w prasie lokalnej, krzyk ekologów i mnóstwo innych działań. Wszystko po to, żeby namówić jak najwięcej osób do zamiany samochodu na autobus, tramwaj, kolejkę, a w pewnym takim mieście także metro. Zwłaszcza, że w tym roku ma się rozpocząć budowa II linii metra, która sparaliżuje Warszawę. I wiecie co? Miasto stanie, a ludzie się do komunikacji wcale nie przesiądą. I ja się im wcale nie dziwię.

Sam niestety nie mam póki co wyboru. Prawo jazdy dopiero robię, samochodu nie mam. Już teraz jednak wiem, że jak tylko dostanę samochód, komunikację miejską będę wybierał tylko w ostateczności. Nie zrozumcie mnie źle, w Warszawie komunikacja stoi na naprawdę wysokim poziomie. Tabor jest w większości nowoczesny, niskopodłogowy i klimatyzowany (chociaż to ostatnie to temat na osobne rozważania), autobusy, tramwaje i metro jeżdżą często (a niedługo często mają też jeździć pociągi), a miasto jest gęsto pokryte siecią komunikacyjną. Wszystko psują jednak pasażerowie.

W ciągu ostatnich dni temperatury są naprawdę wysokie. Może nawet za wysokie. Nie przeszkadzałyby mi jednak tak bardzo, gdybym nie musiał jeździć komunikacją miejską. Albo gdybym miał permanentny katar lub umiał wyłączać węch. Niestety nie umiem i w tramwaju działają mi wszystkie zmysły.

I nie chodzi mi nawet o sytuacje ekstremalne: o żuli, meneli, nurków, czy jak tylko chcecie ich nazywać. Śmierdzą niemiłosiernie, ale nie bardzo wiadomo co z nimi zrobić. Bariera zapachowa sprawia, że nie mam ochoty tłumaczyć mu, że śmierdzi, a poza tym i tak nie pójdzie się umyć. Do tego dochodzi ryzyko, że mnie dotknie. Jedynym wyjściem jest Straż Miejska lub ochrona i jakiś barczysty funkcjonariusz w kamizelce kuloodpornej i rękawiczkach. Żaden motorniczy nie zatrzyma jednak z tego powodu tramwaju, zwłaszcza w szczycie. Chyba, że zacznie mu śmierdzieć w kabinie. Pocieszające jest jedynie to, że wiosną i latem jeździ ich mniej niż zimą.

Większym problemem są jednak z pozoru normalni ludzie. Jeździ ich więcej niż wspomnianych wyżej żuli, a razem stanowią podobnie zniechęcającą mieszankę. Od kilku dni nie przejechałem bowiem kursu w którym ktoś nie śmierdziałby potem. I nie jest to bynajmniej świeży pot, wywołany wysoką temperaturą na zewnątrz i jeszcze wyższą w saunach z kasownikami. Też się pocę i to rozumiem. Nie rozumiem za to ludzi, którzy prysznica nie widzieli od przynajmniej doby. I nie są to jedynie 50-letni dżentelmeni z brzuszkiem, ale także młodzi, z włosami postawionymi na żel. Chociaż czasami zastanawiam się, czy to aby na pewno żel. O, przepraszam, oni prysznic biorą. Meksykański prysznic. Jedno jest pewne, w tym wypadku efekt Axe nie zadziała.

Tragiczni są też palacze. I ich skórzane kurtki. Facet w skórzanej kurtce palący mocnego papierosa być może i wygląda męsko, ale jego skórzana kurtka potem śmierdzi. Być może jestem przewrażliwiony, bo sam nie palę, ale kurtki naprawdę można prać. Także jeśli są skórzane. Najgorsi są jednak tacy, których określam mianem „bohatera ostatniego bucha”. Pomijam już fakt, że palenie pod wiatą jest nielegalne – obok wiaty można to już robić nie łamiąc prawa. Co jednak jeśli zapalimy papierosa i zgodnie z prawami Murphy’ego w ciągu minuty przyjedzie nasz autobus? Wsadzanie z powrotem do paczki nie wchodzi w grę, bo to trochę wstyd. Zmarnować z kolei szkoda. Więc ciągniemy ile sił w płucach. Ostatni buch polega na zaciągnięciu się w drzwiach, wyrzuceniu kiepa na ulicę czy tory, a wydechu już w środku. Dzięki, stary! Dziwnym trafem często spotykane są też kombinacje – niedomyty jegomość w przepalonych ubraniach wypuszczający dymek w progu.

Nie tylko mężczyźni wpływają negatywnie na atmosferę w tramwaju. Kobiety też. Kobiety też palą i też śmierdzą papierosami, ale nie tylko. Są też takie, zwłaszcza w wieku 50+, dla których hasło „higiena miejsc intymnych” brzmi cokolwiek egzotycznie. I to czuć od razu, zwłaszcza w gorące dni. Nie będę może wnikał głębiej, bo poziom mojego obrzydzenia osiągnął właśnie punkt krytyczny. Z drugiej strony, takie obrzydzenie czuję przynajmniej kilka razy w tygodniu, więc może powinienem się przyzwyczaić? Nie, jednak się nie da.

Kebab. Podobnie jak papierosy, kebab także jest unisex. Kebab i zapiekanki. Każdy kto miał kiedyś wątpliwą przyjemność maszerowania przejściem podziemnym pod Rondem Dmowskiego w Warszawie, lub podziemiami Dworca Centralnego, wie jak może śmierdzieć cebula w kebabie. Albo ser w zapiekankach Oscar, czy jakichś innych A-petit. Generalnie w warszawskiej komunikacji miejskiej można jeść, a Regulamin przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie mówi jedynie:

§ 13

1. W pojazdach lokalnego transportu zbiorowego, na stacjach metra oraz na przystankach pasażerom zabrania się:

[...]

7. spożywania napojów i artykułów żywnościowych, jeżeli może to spowodować zabrudzenie pozostałych pasażerów, zanieczyszczenie pojazdu, stacji metra lub przystanku,

[...]

Można to różnie interpretować, ale dla mnie jedzenie takiej zapiekanki to jest zanieczyszczanie pojazdu. Rozumiem, spieszysz się. Rozumiem, umierasz z głodu. Rozumiem, masz ograniczony budżet na lunch. Ale postaraj się zrozumieć, że cebula w Twoim kebabie nie jest najmilej pachnącym warzywem, a ser w Twojej zapiekance śmierdzi jak skarpetki noszone przez dwa dni albo i dłużej. Może dla Ciebie jest to smaczne i pożywne jedzonko, ale ja mam ochotę przez nie zwracać mój lunch, zjedzony w przeciwieństwie do Ciebie poza tramwajem (a kosztował pewnie podobnie). Mimo że też się spieszę. W zasadzie jakbym już nie wytrzymał i zwrócił na podłogę w tramwaju, wyglądałoby to podobnie do tej zapiekanki…

Wujek Sam

Aż się prosi o jakieś propagandowe hasło

Wątpię, żeby przeczytały to osoby, których nawyki zostały właśnie wyżej opisane, niemniej jednak apeluję: MYJMY SIĘ! I pierzmy swoje ubrania. Mało tego, wytykajmy palcami. Partyzantka w pojedynkę nie ma sensu, ale może jeśli uda się wykreować modę na restrykcyjne podejście do higieny czy palenia na przystankach – łącznie z wytykaniem palcami delikwentów – może zacznie im się w końcu robić głupio i odkryją, że łazienka w ich domu to nie tylko kibel, a zakaz palenia w komunikacji miejskiej dotyczy także wchodzenia do pojazdu. Może jakaś większa kampania społeczna?

Żuli nie przekonamy, a pewnych zapachów się nie pozbędziemy. Są takie, które nie powstają z winy nosiciela, ale jest całe mnóstwo takich (dotknąłem jedynie wierzchołka góry lodowej, nie wspomniałem np. nic o piciu piwa zza pazuchy), za które nie tylko ktoś odpowiada, ale można mu jeszcze z czystym sumieniem wytknąć winę, a jeszcze być może z poparciem otoczenia. I wtedy będzie można myśleć o zwiększeniu popularności komunikacji. Bo tak jak napisałem wcześniej, własny samochód brzmi w tej chwili bardziej zachęcająco. Może i wiąże się to ze staniem w korkach, ale przynajmniej jeśli śmierdzi, to z naszej winy.

Marcin Sierant, 12 maja 2010, 11:17 / Marudzenie, Przewodnik / Tagi: , ,

3 Odpowiedzi do “Myjmy się”


  • Według mnie masz jakiś super wech. Jakby ser w zapiekankach (cebula w kebabach) tak waliła to by juz dawno ktos knajpke zamknął. Sam jeżdżę autobusem prawie codziennie i nie „poczułem” się tak jak ty :)

    A jakby co to akcja społeczna. Weź dyzodorant i psikaj na ludzi, taki podtekst. Z kebabami sie lepiej wstrzymaj :D

  • co tam zapach, najlepsi są:
    1) „Nie otworze okna, chociaż kurwa gorąco aż sie leje, bo wszyscy się beda na mnie patrzeć”
    2) Muzyka z telefonu
    3) Muzyka ze słuchawek, która o dziwo napierdala głośniej niż nie jeden telefon…

    Trasa Katowice –> Sosnowec

Dodaj Komentarz

Connect with Facebook