
Jest piękny niedzielny wieczór. Na zewnątrz ulewa, a do tego burza (chyba znowu zalało mi garaż) -- idealna pogoda żeby napisać esej, który powinniśmy jutro oddać. Lub żeby pouczyć się do jutrzejszego egzaminu. Lub pouczyć się do egzaminów które zaczną się nam za tydzień. Lub w ogóle zrobić cokolwiek, co powinniśmy w najbliższym czasie zrobić.
Ale nie. Zamiast tego siedzę na Facebooku (podobnie jak większość moich znajomych, sądząc po ilości osób on-line), łażę po YouTube, zaglądam do skrzynki pocztowej mimo że i tak wiem, że niczego nowego tam nie ma. A, żeby nie było. W tle mam otwartego Worda z pustą stroną i Adobe Readera z pracą naukową, którą właśnie w tym momencie czytam. A raczej zrobiłem sobie przerwę po jednej stronie, bo zgłodniałem.
Prokrastynacja. Syndrom studenta. Patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później1. Kiedyś byłbym po prostu leniem, a teraz okazuje się, że być może cierpię na poważną chorobę. Żeby lepiej wyjaśnić o co chodzi, poniżej obrazkowa definicja problemu.
Powstał też specjalny poradnik dla tych, którzy chcą się profesjonalnie obijać. Muszę przyznać, że jestem niezły, bo nieświadomie robię wiele z tych rzeczy poprawnie.
Z kolei dzisiejszy dzień wyglądał u mnie dokładnie w taki sposób jak u pana z poniższej historyjki.
A jak już usiądę przy biurku, pracuję tak efektywnie, jak postać z tej kreskówki…
Opis poniższego filmiku mówi sam za siebie.
This is an animation I did when I was suppose to be studying. I just had not really created anything in art class in a while and I was starting to go in withdrawl.
Wiecie ile ja mam świetnych pomysłów kiedy muszę pracować? Na przykład popełniłem ten wpis…
Jak widać, nie jestem w tym odosobniony i podejrzewam, że wielu czytelników też boryka się z tym problemem. Przygotowałem nawet anonimową ankietę by sprawdzić jak wielu…
No i mam wyrzuty sumienia. Właśnie zmarnowałem 20 minut, które powinienem poświęcić na naukę. Boję się też, że zmarnowałem właśnie cudze 20 minut. Kogoś, kto powinien się uczyć do sesji, ale trafił na ten tekst i go przewertował (a przynajmniej pierwszy akapit, bo czytanie jest męczące). Muszę coś z tym zrobić, bo to się może skończyć niezaliczeniem roku. Jeżeli teraz jest ciężko, to jak będzie we wrześniu?
Ale wiecie co? Teraz jestem zmęczony. Zacznę od jutra…
1 -- za: Wikipedia







0 Odpowiedzi do “Jutro”