Przeczytałem dzisiaj książkę. Stop, złe słowo. POCHŁONĄŁEM dzisiaj książkę. Jej tytuł to „Tato, gdzie jedziemy?” i napisał ją Jean-Louis Fournier, francuski dziennikarz i ojciec dwóch upośledzonych synów. A w tym wypadku bardziej ojciec dwóch upośledzonych synów, bo to o nich (czy raczej do nich) pisał.
Ta 176-stronicowa książeczka (książeczka, bo przeczytałem ją w 2 godziny) składa się z miniatur poświęconych synom autora. Czasem są to po prostu wspomnienia ich zachowań, zwyczajów, nawyków, zabawne sytuacje które (niekiedy w sposób zamierzony, ale najczęściej nie) powodowali; innym razem są to wspomnienia zachowań innych ludzi (bądź rozmów z nimi); a czasami są to po prostu refleksje na ich temat. Wszystko jest okraszone humorem, niekiedy czarnym, ale w dalszym ciągu humorem.
Autor opowiada na przykład, jak korzystając z darmowej winiety przysługującej mu jako rodzicowi/opiekunowi osób niepełnosprawnych, kupował sobie wielkie samochody – raz był to Bentley, innym razem – Chevrolet Camaro. Opowiadał też o dowcipach, jakie urządzał swojej opiekunce oraz innym ludziom. Napisał to przy tym takim językiem, że oderwanie się od tego tomiku przychodzi z trudem, a po przeczytaniu żałuje się trochę, że nie było tego więcej.
Tak, autor śmieje się ze swoich dzieci. Nie, nie boi się tego. Tak, jak widać ta książka została opublikowana. Nie, nie wstyd mu. Sam to zresztą przyznaje.
Nie wstyd ci, Jean-Louis? Żeby ojciec kpił sobie z własnych synów, którzy nie mogą się bronić!…
Nie, nie wstyd mi. W moich uczuciach niczego to nie zmienia.
Dziecko „nie takie jak inni”, jak to delikatnie określił Fournier jest dramatem dla rodziców, jest traumą. Nie rozmawiałem o tym nigdy z moimi rodzicami, ale wiem że bywało i nadal bywa ciężko. Ta książeczka ma tą traumę leczyć. „[Humor] to jedyny sposób, by przetrwać, gdy człowiek znalazł się na topliście 50 najbardziej zdesperowanych ludzi”.
Książka kosztuje ok. 25 złotych i jest warta swojej ceny. Polecam ją każdemu, kto do niepełnosprawnych ma poważne i grobowe podejście, kto uważa że rodzice upośledzonych dzieci nie powinni się uśmiechać, bo im nie wypada. Przeczytajcie, może nabierzecie trochę zdrowszego podejścia.
A poza tym, jak już wspominałem, czyta się ją reweacyjnie. Autor nie używa sarkazmu, nie jest też patetyczny. Ma za to lekkie pióro i bogaty życiorys. Kupowanie Bentleya (fakt, używanego, ale wrażenie i tak robi) do wożenia dwóch nie takich jak inni synów, robienie dowcipów opiekunce zajmującej się nimi („dlaczego wyrzuciłaś ich przez okno?”) i cała masa innych wydarzeń… No, to po prostu trzeba przeczytać.







sieri, weź mi pożycz, oks?
ja już zarezerwowałem po mamie Sieriego ;P
wole czytac Ciebie niz recenzje z wyborczej czy innych dziennkiow. kupuje jutro. bo czuje,ze kolejka u Ciebie bedzie duza:p i bede dawal poczytac ludziom.piona
Erys, to mogę po Tobie? :)
dzięki, wcześniej. nie słyszałam o tej książce, ale opis mnie przekonał do kupna. Tylko czy jeszcze znajdę ją w księgarniach?