Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, Mikołaj Ziółkowski z Alter Artu zaprezentował kolejnych wykonawców którzy wystąpią na Open’erze 2010.
Nie jest niespodzianką zespół Skunk Anansie, który wygadał się wcześniej. Zespół który powstał w roku 1994, w 2001 przerwał działalność i wznowił ją w 2009, wydając album z dwoma nowymi utworami („Smashes & Trashes”). W planach mają też kolejną płytę więc możemy się spodziewać zarówno starych i sprawdzonych przebojów (jak poniższy „Weak”), jak i nowych kompozycji. Zespół zagra w miarę wcześnie, na dużej scenie.
Drugi wykonawca to nie lada gratka dla fanów Massive Attack. Na festiwalu wystąpi bowiem Tricky, współpracujący kiedyś z tamtą formacją. Możemy się zatem spodziewać solidnego, mrocznego, bristolskiego trip-hopu. Razem z Trickym wystąpi jego była dziewczyna -- Martina Topley-Bird (której najpierw nie chcieli w Massive Attack, a potem w końcu z nią nagrywali), z którą nagrał w 1995 roku utwór „Black Steel”.
Na World Stage, z kolei, wystąpią razem Nas oraz Damian Marley, którzy zaczęli współpracę w roku 2005, a w maju tego roku wydają wspólną płytę („Distant Relatives”). To będzie dość ciekawy koncert -- najpierw wystąpi Nas, potem Marley, a potem obaj razem (koncert trwa dłużej niż godzinę).
Z ciekawostek, na festiwalu pojawi się specjalnie przygotowane miejsce dla dzieci (być może także pojawią się tam artyści), a w połowie kwietnia poznamy pierwszych polskich artystów. A kiedy dokładnie będą kolejne zapowiedzi -- nie wiadomo. Na pewno w jakiś czwartek.







Tricky i Skunk Anansie znam oraz szanuję. Gorzej już z D. Marleyem. Nie znam go, ale nic dziwnego moja wiedza na temat gatunku reggae. Dobrze, że trip-hop w tym roku będzie przeważał, bo czegoś takiego brakowało w poprzednich latach. Aczkolwiek czekam na zespoły przy których będzie można skakać i się cieszyć z tego, co grają (jest niby Pearl Jam ale to za mało). No, ale jeszcze sporo czasu jest więc na pewno coś wpadnie ciekawego jeszcze.
Przy Klaxons można skakać, podobnie przy The Hives ;).
Ja tam wolę coś w stylu Franza Ferdinanda czy zeszłorocznego Arctic Monkeys. Zresztą The Hives nie znam zbyt dobrze, a więc może i racje masz.