TAK! To jest ten moment na który chyba wszyscy czekaliśmy. Sesja się skończyła (co prawda za chwilę ta poprawkowa, ale jakoś nikt się tym nie przejmuje), nadchodzi wiosna, śniegi topnieją a rtęć w termometrze dumnie idzie do góry. Co to dla nas oznacza? Na pewno lepszy humor. Co poza tym? Ano, oprócz zmiany garderoby i przyjemnych spacerów po Warszawie nadchodzi to co kochamy najbardziej – Suty Melanż w plenerze.
Tak jak co roku wyczekujemy chwili kiedy wiosenne wieczory będziemy inaugurować na skarpie… a później… później jak wiadomo różnie bywa. Mija noc, sami budzimy się w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu a następnie dowiadujemy się że pan X spał w metrze, z kolei pan Y jeździł nim przez całą noc, kolega z którym wyruszyłeś z domu obecnie pije Komandosa w akademiku Politechniki, ktoś inny za sprawą wina Teleport znalazł się nad Zegrzem a cała reszta niedobitków nadal walczy w Luzztrach.
I choć zawsze zaczyna się niewinnie, to możliwości rozwoju sytuacji jest nieskończenie wiele. No cóz, nie pozostaje nam nic innego jak czekać co przyniesie sezon wiosna/lato 2010!








0 Odpowiedzi do “„Drina goni kolejny drin, remix browar wóda gin…””