Kiedy ostatnio przeczytaliście jakąś książkę? Ja przyznaję się z bólem, że moja ostatnia lektura to „Hal R. Varian, Mikroekonomia. Kurs średni – ujęcie nowoczesne„. A i to nie do końca, bo połowa tego podręcznika będzie mi potrzebna w drugim semestrze. Co było wcześniej – nie przyznam się. Zresztą, nie muszę – wystarczą dane statystyczne.

Zgodnie z informacjami przytoczonymi przez twórców inicjatywy 52 książki w 2008 roku kontakt z książką miało 38% badanych. Kontakt – nie precyzuje to wcale, czy książka została przeczytana bądź w ogóle odtworzona. Być może dlatego właśnie Przemek Komorowski oraz Paweł Lipiec postanowili przenieść do Polski akcje zapoczątkowaną pierwotnie przez Juliena Smitha (How To Read a Book a Week in 2010) i nazwali ją – jak już zdradziłem – 52 książki.
Jak powiedział Paweł:
Ważniejsza od samej ilości jest sama idea inicjatywy 52 książki. Chodzi o to aby czytać więcej i nie rezygnować z książek na rzecz telewizji czy internetu. Chodzi raczej o wyrobienie w sobie nawyku czytania książek niż osiągnięcia jakiegoś pułapu ilościowego
Czyli – głównym celem akcji jest przekonanie większej ilości ludzi, że czytanie jest przyjemne i nie musi być kojarzone z przykrym obowiązkiem szkolnym. Mnie co prawda przekonywać nie trzeba, ale przypomnieć warto, zwłaszcza że – niestety – popadam we wtórny analfabetyzm. W prostej linii jest za to odpowiedzialne właśnie nieczytanie.
Centrum informacyjne akcji znajduje się pod adresem 52ksiazki.pl, a chwalić się postępami i dyskutować z innymi miłośnikami literatury możecie w grupie na Facebooku, na GoldenLine, w serwisie Lubimy Czytać oraz w kilku innych serwisach społecznościowych.
Cóż, pozostaje mi tylko zakończyć staropolskim „jak to? ja nie dam rady?!” i przeprosić się z Lolitą, która ostatnio przegrała z sesją egzaminacyjną.

0 Odpowiedzi do “52 książki rocznie – założę się, że nie dasz rady”